Stwórz własną społeczność   Społeczność fanów Brzyduli   Rejestracja Zaloguj się  




Treść:
     

FORUM -> LITERATURA, czyli nasza pisanina -> LITERATURA, czyli nasza pisanina -> Ula i Marek - inna historia

Strona: poprzednia  1 | 2  następna  
1-20 (25)
XUlaX
Utworzona: 2012-07-20 17:26 | Autor: XUlaX | Wiadomości: 169

Rozdział 1
W małym mieszkaniu na warszawskim Mokotowie siedziała młoda, około dwudziestosześcioletnia kobieta. Była śliczna, miała przepiękne niebieskie oczy niczym ocean i krótkie kasztanowe włosy. Miała nienaganną figurę, wiele mężczyzn oglądało się za nią na ulicy. Ona zdawała nie zwracać na to uwagi. Już nie raz przejechała się na facetach. Obiecywali jej miłość, a potem wykorzystywali. Największą krzywdę wyrządził jej Bartłomiej Dąbrowski, syn ogromnej plotkary z jej rodzinnego Rysiowa. Była z Bartkiem dobre kilka lat. Na początku wszystko było w porządku, kochali się, dobrze się razem czuli. Jednak po kilku miesiącach mężczyzna zaczął ją wykorzystywać. Wyłudzał od niej pieniądze na spłatę wierzycieli. Ona była wtedy głupia i naiwna, dopiero po długim czasie zorientowała się, że musi odejść od Bartka, aby uwolnić się od jego brudnych spraw. Od tego czasu skończyła celująco liceum i zdała znakomicie studia. Miała dobre wykształcenie, studia na SGH i kilka języków na najwyższym poziomie miały zapewnić jej wspaniałą karierę. Właśnie miały, przez te kilka lat pracę zmieniała, co chwilę. Pracowała w wielu bankach i firmach w Warszawie, jednak tam jej nie doceniano. Ale ona się nie poddawała, musiała pracować, aby pomóc finansowo swojej rodzinie. Jej ojciec był chory na serce, przez co nie mógł pracować. Jej brat był jeszcze w liceum, więc musiał skupić się na nauce, nie mówiąc o Beatce, która była dopiero w drugiej klasie podstawówki. Urszula Cieplak, bo tak właśnie nazywała się owa młoda kobieta nie miała wielu przyjaciół. Maciek, z którym znała się od pieluchy od razu po studiach wyjechał do Anglii, aby zarobić parę złoty na życie. Jedyną osobą, która została jej w Warszawie był Marek Dobrzański, trzydziestoletni mężczyzna, prezes domu mody Febo&Dobrzański. To właśnie w nim miała największe oparcie, zawsze jej pomagał w trudnych chwilach, był przy niej, gdy była smutna. Jednak wiedziała, że nie może go tak wykorzystywać. Tym bardziej, że miał on żonę i trzyletnią córeczkę. Co prawda mówił, że nie układa mu się z Pauliną i dla niego to żaden kłopot to wiedziała, że rodzina ma swoje prawa. Marysia jego córka potrzebowała ojca, był on tak naprawdę jedyną bliską jej osobą. Jej matka prawie w ogóle się nią nie interesowała, gdy miała dwa miesiące wróciła do pracy i zostawiła ją pod opieką niani. Paulina nie potrafiła się nią zajmować, to Marek wstawał do niej w nocy, gdy płakała, karmił ją i opiekował się, gdy zachorowała. Lubiła chodzić ze swoim tatą do cioci Uli, którą traktowała jak matkę. Ona zawsze ją nosiła i opowiadała różne historie.
Ula właśnie pakowała swoje dokumenty do teczki, jutro zaczynała pracę w firmie Marka, była bardzo zdenerwowana, nie wiedziała jak sobie poradzi w tym wielkim świecie mody. Zapięła teczkę, gdy usłyszała dzwonek do drzwi. Nie spodziewała się dzisiaj nikogo. Otworzyła drzwi, w progu ujrzała swojego najlepszego przyjaciela z winem w ręku, za jego nogami schowała się dziewczynka, zawsze tak robiła jak szli do Uli.
M: Pewnie się denerwujesz, pomyślałem, że może pomogę ci się od stresować?- Zapytał z uroczym uśmiechem. Możemy wejść?
U: Pewnie wchodźcie.
Mar: Ciocia Ula! – Wybiegła zza Marka i wskoczyła Uli na ręce. Ta obdarowała ją buziakiem w policzek.
U: Witaj kochanie. Chodźcie do salonu. – Usiedli w salonie. Ula przygotowała małe kanapeczki i podała Marysi sok. Postawiła dwa kieliszki na wino.
M: Jak tam denerwujesz się?
U: Nawet nie wiesz jak bardzo, nigdy nie miałam do czynienia z modą nie wiem czy sobie poradzę.
M: Ula, po pierwsze ty będziesz moją asystentką, a nie projektantką. A po drugie zaraz wszystkiego się dowiesz. Jutro poznasz ludzi, z którymi będziesz pracować. Sebastiana i Violettę już znasz. Zobaczysz będzie dobrze, wierzę w ciebie.
U: Dziękuję.
M: No to napijmy się za twoją nową pracę.
U: Za pracę. – Napili się trochę wina.
Nagle Marek poczuł lekkie szarpnięcie za rękę, to była Marysia.
Mar: Tato, tato. Pamiętasz?
M: O czym? – Zapytał zdziwiony jednak po chwili przypomniał sobie, o co chodzi. – Ula mamy dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. Jedziemy z Marysią na weekend do Zalesia Górnego za Piasecznem. Mała uparła się żebyś jechała z nami. Ja jestem za.
U: To wspaniale, ale co na to Paulina?
M: Paulina jedzie w czwartek z Aleksem na targi do Paryża wracają dopiero we wtorek. Proszę zgódź się, wyjedziemy w piątek po południu, a wrócimy w niedzielę wieczorem.
U: No dobrze, niech wam będzie.
Mar: Jest! – Krzyknęła uradowana i rzuciła się Uli w ramiona.
Ula przytuliła ją mocniej do siebie, w takich momentach żałowała, że nie jest matką Marysi. Ta mała była urocza, odziedziczyła po Marku wszystkie najlepsze cechy w tym te cudowne dołeczki w policzkach.
Marek i Marysia posiedzieli u Uli jeszcze godzinkę, po czym musieli się zbierać, ponieważ dziewczynka była śpiąca.
Gdy zajechali do domu, była godzina dwudziesta pierwsza, Marysia usnęła w samochodzie. Marek wziął ją na ręce i wszedł do domu. Na parterze nikogo nie było, pomyślał, że Paulina jest w sypialni. Poszedł do pokoju dziewczynki, powoli, tak, by jej nie obudzić przebrał ją w pidżamę i położył do łóżka. Zmęczony ruszył w stronę sypialni. Rzeczywiście, Paulina leżała na łóżku czytając książkę. Gdy tylko zobaczyła swojego męża wstała i zaczęła krzyczeć.
P: Gdzie byliście? Czekałam z kolacją!
M: Po pierwsze nie krzycz Mańka śpi. Byliśmy u Uli, jutro zaczyna pracę w FD, chciałem ją wesprzeć.
P: No oczywiście! Przecież mogłam się domyślić, że byłeś u niej! Dobrze jeździj sobie do niej tylko nie bierz tam dziecka. Nie chcę żeby widziała jak się z nią pieprzysz! – Na te słowa w Marku wszystko się zagotowało.
M: Uspokój się! Ula jest moją przyjaciółką, nic więcej. Nigdy bym jej nie skrzywdził, nie jej!
P: Aha, rozumiem to ta wieśniaczka jest ważniejsza ode mnie?
M: Przestań. Z nią przynajmniej mogę porozmawiać, a z tobą, co? Ciągle się na mnie drzesz. Nawet nie wiem, o co. A Marysia? Kiedy ostatnio się nią zainteresowałaś?
P: Skoro tak dobrze ci się z nią rozmawia. To może weź ją ze sobą na weekend? – Powiedziała z ironią
M: Właśnie jej to zaproponowałem. Marysia mnie o to poprosiła. Zgodziła się, więc życz nam miłego weekendu– wziął poduszkę – śpię w salonie. Dobranoc. – Wyszedł z sypialni.
Nazajutrz Ula kierowała się w stronę budynku Febo&Dobrzański. Była podekscytowana nową pracą. Czuła, że dzięki niej wreszcie stanie na nogi. Przed drzwiami spotkała Marka.
U: Cześć Marek.
M: Hej Ula. Idziemy?
U: Tak. – Weszli do holu, tam przywitał ją miły ochroniarz – Władek.
W: Dzdzień ddobry. – Powiedział jak zwykle się jąkając.
U: Dzień dobry.  – Weszli do winy, po chwili znaleźli się na piątym piętrze.
M: Tutaj pracujemy, chodź przedstawię cię kilku osobom. – Podeszli do recepcji. – Ula to jest Ania nasza recepcjonistka. Aniu to jest Ula moja sekretarka. – Ania ogarnęła Ulę wzrokiem i posłała jej ciepły uśmiech.
A: Ania, miło mi.
U: Ula, mi również.
M: Chodźmy, pokażę ci twoje miejsce pracy. – Weszli do sekretariatu tam była Viola, która męczyła się z jakimiś umowami.
M: Viola, patrz, kogo ci przyprowadziłem. – Kobieta przeniosła wzrok na Ulę i aż wrzasnęła z radości.
V: Ula, Uleczka! Jak się cieszę, że będziemy razem pracowały. – Viola szukała nowej przyjaciółki, bo Paulina działała jej na nerwy. Ciągle kazała jej śledzić Marka. A w Uli widziała dobrą kandydatkę na przyjaciółkę, mogła się przy niej wiele nauczyć.
U: Hej. – Powiedziała lekko zaskoczona reakcją Violi.
M: Dziewczyny od dzisiaj będziecie razem pracować. Podzielicie się pracą. Ula będziesz prowadziła negocjacje z kontrahentami, pod twoją opiekę zostawiam mój harmonogram, oprócz tego będziesz się zajmowała sprawami kolekcji, wiesz materiały, szwalnie itp.. Viola rozliczenia i umowy, w razie potrzeby pomożesz Uli, ponieważ ona jako moja asystentka często będzie chodzić ze mną na spotkania. Wszystko jasne?
V: Tak.
M: Ula poradzisz sobie?
U: Pewnie.
M: Dobrze, chodź do mojego gabinetu, wdrożę cię w bieżące sprawy firmy.
U: Okey.

Weszli do gabinetu Marka i usiedli razem na kanapie. Mężczyzna wziął do ręki plik dokumentów i zaczął mówić.
M: Ula, najważniejszą rzeczą teraz jest nowa kolekcja. Co prawda Pshemko dopiero zaczyna projektować, ale już teraz musimy wiedzieć jakich materiałów potrzebuje, trzeba ustalić budżet, zamówić fotografa modeliki i inne tego typu rzeczy. Nie bój się nie zostawię cię z tym. Pomogę ci, doskonale wiesz z moich opowiadań jaki jest mistrz.
U: Tak i właśnie tego się obawiam. – Marek nie zdążył odpowiedzieć, bo do gabinetu weszła Paulina z udawanym promiennym uśmiechem.
P: Przeszkadzam?
U: Nie ja już wychodzę. – wstała.
M: Ula zostań, jeszcze musimy omówić kilka rzeczy. Paulina nie widzisz, że mam spotkanie?
P: Wiem, ale chciałam się zapytać czy pójdziemy razem na lunch.
M: Nie dzisiaj Paula. To jest pierwszy dzień Uli, zaraz idziemy do Pshemko, muszę ją wdrożyć we wszystko.
P: No dobrze Marco, przyjdę później. – podeszła do niego i go pocałowała. Marek niechętnie oddał pocałunek. Febo wyszła.
Ula zauważyła, że Marka coś trapi, postanowiła go zapytać.
U: Marek coś się stało?
M: Właściwie to tak. Paulina ciągle czepia się mnie, że się z tobą spotykam, podejrzewa, że mamy romans. Nie rozumiem tego, nie ma podstaw, aby tak sądzić.
U: Marek może faktycznie powinniśmy się przestać spotykać. Nie chcę, abyście się przeze mnie kłócili.
M: Ula, nie ma mowy. Nie zrezygnuje z twojej przyjaźni tylko dlatego, że Paulina sobie coś ubzdurała. Ty jako jedyna mnie rozumiesz.
U: Ale, przecież macie dziecko.
M: Wiesz Ula mam wrażenie, że Mańka to jest tylko moja córka. Paulina się nią kompletnie nie interesuje. Mania ciebie bardziej traktuje jak mamę niż Paulinę.



Rozdział 2
Małżeństwo Marka i Pauliny nie zawsze było takie, jakie jest teraz. N ie zawsze zachowywali się w ten sposób. Kiedyś Paulina była zupełnie inna. Ta historia zaczęła się w pierwszej klasie liceum. Rodzice Pauliny, państwo Febo byli dobrymi przyjaciółmi rodziny Dobrzańskich. Poznali się we Włoszech skąd pochodzili Febo. Agnieszka i Francesco fascynowali się modą, chodzili na wszystkie pokazy mody. Na targach kolekcji wiosennej spotkali Helenę i Krzysztofa. Znaleźli wspólny język, obie rodziny fascynowała moda. Zaprzyjaźnili się. Państwo Febo miało dwoje dzieci Paulinę i Aleksa. Po kilku latach Dobrzańscy razem z Febo postanowili założyć wspólną firmę o nazwie Febo&Dobrzański. Paulina była w wieku Marka, Aleks był od nich kilka lat starszy. Po tragicznej śmierci Agnieszki i Francesco w wypadku samochodowym ich przyjaciele postanowili przygarnąć do siebie rodzeństwo. Na pierwszy rzut oka było widać, że Paula i Marek mają się ku sobie. W liceum zaczęli ze sobą chodzić. Wszyscy myśleli, że to jest tylko młodzieńcze zauroczenie. Jednak się mylili po skończeniu studiów zamieszkali ze sobą. Paulina była zupełnie inną osobą niż teraz. Była radosną, pełną energii kobietą. Wszyscy mężczyźni w stolicy chcieli z nią chodzić. Ona była zapatrzona tylko w Marka. Nawet nie przeszkadzała Pauli przyjaźń Marka z Ulą. Nie utrzymywała z nią większych kontaktów, ale zawsze starała się być dla niej miła. Tak było jeszcze przez kilka dobrych lat. Paulina i Marek byli w sobie zabójczo zakochani, w wieku dwudziestu pięciu lat wzięli ślub w słonecznej Toskanii. Wszystko było jak w bajce, Marek był prezesem firmy, Paulina ambasadorką. Kupili ogromny dom. Paulina była bardzo szczęśliwa z Markiem, niczego jej nie brakowało. Ich małżeńskie szczęście nie trwało jednak długo. Po dwóch latach niespodziewanie Paulina zaszła w ciążę, nie była tym zachwycona. Marek wręcz przeciwnie, bardzo pragnął mieć dziecko. Jednak Paula chciała usunąć ciążę, Marek jej zabronił. Rozumiał niechęć Pauliny do posiadania dziecka. Mieli duże plany, chcieli podróżować po świecie, a ta sytuacja przekreśliła to. Mężczyzna miał nadzieję, że gdy dziecko się urodzi Paula zmieni zdanie i poświęci się wychowaniu ich córeczki. Niestety nic takiego się nie stało. Czwartego marca na świat przyszła na świat mała Marysia. Marek był wniebowzięty od pierwszej chwili pokochał tą istotkę. Jego radości nie podzielała jednak Paulina. Zupełnie nie interesowała ją córka, płakała po nocach, odrzucała jakąkolwiek próbę kontaktu. Marek miał nadzieję, że to tylko depresja poporodowa, która zaraz minie i stworzą kochającą się rodzinę dla Mani. Nic takiego się nie stało, Paulina zamknęła się w sobie, stała się zimna jak lód. Kilka tygodni po porodzie wróciła do pracy, pracowała bez opamiętania. Robiła wszystko, co mogła, aby tylko nie wracać do płaczącego dziecka i stosu pieluch. Marek wziął wole, stał się jednocześnie tatą i mamą dla swojej córeczki. Ciągle miał nadzieję, że Paulina się opamięta i pokocha to dziecko tak samo jak on. Nic z tego, ich małżeństwo wpadło w kryzys, o którym nikt nie wiedział, przed rodziną i przyjaciółmi udawali, że wszystko jest w porządku. A gdy przechodzili przez próg domu, zaczęli się szarpać. A szczególnie Paulina, obwiniała Marka za wszystko, dosłownie. Podejrzewała go romanse, których nigdy nie było. Marek ponad rok chciał pomóc Paulinie, on bardzo ją kochał. Jednak potem zrozumiał, że to nie ma sensu. Nie mógł liczyć na swoją żonę w żadnej sprawie. Jedyną bliską mu osobą oprócz Sebastiana była Ula. Jego przyjaciółka, z którą mógł porozmawiać dosłownie o wszystkim. To właśnie ona pokazywała mu jak opiekować się niemowlakiem. Była dla niego prawdziwym oparciem.
Ula i Marek skończyli rozmowę, oboje wzięli się do pracy. Jednak Uli nie dawał spokoju fragment ich rozmowy w gabinecie.
M: Właściwie to tak. Paulina ciągle czepia się mnie, że się z tobą spotykam, podejrzewa, że mamy romans. Nie rozumiem tego, nie ma podstaw, aby tak sądzić.
U: Marek może faktycznie powinniśmy się przestać spotykać. Nie chcę, abyście się przeze mnie kłócili.
M: Ula, nie ma mowy. Nie zrezygnuje z twojej przyjaźni tylko, dlatego, że Paulina sobie coś ubzdurała. Ty jako jedyna mnie rozumiesz.
U: Ale, przecież macie dziecko.
M: Wiesz Ula mam wrażenie, że Mańka to jest tylko moja córka. Paulina się nią kompletnie nie interesuje. Mania ciebie bardziej traktuje jak mamę niż Paulinę.
Ula była naprawdę zdziwiona, że Marek woli spotykać się z nią niż ratować małżeństwo z Pauliną. Wiedziała, że im się nie układa i, że prędzej czy później ten związek się rozpadnie, ale nie spodziewała się, że Marek powie jej to prosto w oczy. Między nią, a Markiem nigdy nie było nic więcej niż przyjaźń, nie było mowy o romansie. Ula nie mogła sobie na to pozwolić. Jednak musi wziąć pod uwagę to, że odkąd Marek zaproponował jej pracę i widują się prawie codziennie coś zaczęło się dziać. Jej serce na widok Marka zaczęło dziwnie przyspieszać, nie było to takie samo uczucie jak jeszcze kilka tygodni temu. Zaczęła mieć podejrzenia, że być może się w nim zakochała, ale nie chciała dopuszczać do siebie tej myśli. Przecież on miał żonę i dziecko. Nie może tak po prostu wejść z buciorami w ich życia. Na razie nie chciała o tym myśleć, nie teraz. Postanowiła zająć się pracą.
Po kilkudziesięciu minutach do sekretariatu wszedł Marek, zastał tam Ulę pracującą na komputerze.
M: Ula zrób sobie trochę przerwy, bo oczy cię będą bolały. Chodźmy do pracowni, przedstawię cię naszemu mistrzowi.
U: Muszę? – Powiedziała z nutką obawy w głosie, znała Pshemko z opowieści Marka. Bała się, że w rzeczywistości może być jeszcze bardziej straszny. Marek na słowa Uli roześmiał się serdecznie.
M: Ulcia, nie bój się przecież cię nie zje. Obiecuję, że cię obronię. – powiedział rozbawiony.
U: Nie bądź taki mądry. – powiedziała udając obrażoną i rzuciła w niego papierową kulką – no dobra już idę.
Udali się do pracowni mistrza, Pshemko siedział w swoim czerwonym kompresie z satynowym materiałem na czole.
Ps: No co mi Kuba daje? To nie jest materiał! To, to jest jakaś szmata! Lekko zegnę i co? Już cały pomięty!! Co to ma być?! – dochodziły ich głosy.
M: Witaj Pshemko, pragnę ci kogoś przedstawić. – Pshemko spojrzał na Marka i stojącą obok kobietę. Aż zerwał się z miejsca.
Ps: O dio ! Cóż to za bogini! Zbawiciele. Witaj Bella. – Ula była szczerze zaskoczona reakcją Pshemko na jej osobę, spodziewała się czegoś zupełnie innego.
M: Pshemko to jest Ula, moja nowa asystentka i wieloletnia przyjaciółka.
U: Dzień dobry panie Pshemko. Miło mi pana poznać.
Ps: Jaki „panie” Bella mówi mi Pshemko. Proszę siadaj. Napijesz się czegoś? Może czekolady? Oryginalna z pieprzem Cayenne. Izabello! Podaj filiżankę dla Ursuli! – Ula nie zdążyła się sprzeciwić, Pshemko posadził ją w swoim fotelu i nalał jej swojego ulubionego napoju.

Minęło kilka dni, Ula na dobre zadomowiła się w firmie. Poznała całą załogę z którą pracuje, najbardziej jednak zżyła się z trzema osobami, Alicją – kobietą po pięćdziesiątce, pracuje w kadrach, Elą – bufetową i Izą – krawcową i prawą ręką Pshemko. We czwórkę spotykały się codziennie w czasie lunchu na „święte pięć minut”. Rozmawiały wtedy na różne tematy, opowiadały o swoim prywatnym życiu i plotkowały na firmowe sprawy.  Ula odnalazła się również w swojej pracy, znakomicie sobie radziła z obowiązkami. Dzielnie współpracowała z Violettą, którą prawdę mówiąc wyręczała w wielu sprawach. W jej relacjach z Markiem niewiele się zmieniło. Można powiedzieć, że zżyli się jeszcze bardziej poprzez codzienne spotkania. Ula nadal nie mogła nazwać uczuć, które darzyła do Marka. Jednak nie przeszkadzało jej to w przyjaźni z nim. Razem z Manią odliczali dni do wyjazdu. Nie mogli się doczekać wspólnego weekendu.



Inna historia Uli i Marka - 3


Rozdział 3
Tego dnia w Febo&Dobrzański było niesamowicie dużo pracy. Pshemko ogłosił, że w ostatnich dniach dostał niesamowitej weny i właśnie kończy projektować ostatni strój. Ta kolekcja ma służyć przede wszystkim rodzinie. Znalazły się w niej stroje dla kobiet, mężczyzn oraz dla dzieci w różnym wieku. Marek był nie mało zaskoczony, jak usłyszał tą nowinę. Jak najszybciej musieli potwierdzić zamówienie materiałów z Francji i trzeba było zająć się sprawami pokazu i promocji kolekcji. A co za tym szło fotografa do sesji, drukarni, miejsca na pokaz, grafików. Ula, Marek i Violetta od rana ciężko harowali, co chwilę wykonując nowe telefony.
U: Rozumiem, że wymagają państwo jednego fotografa do folderów, ale pan Czarek aktualnie jest na kontrakcie w Norwegii. Nie jesteśmy go w stanie ściągnąć.
- …...
U: Proszę pani my nie możemy tyle czekać na zastępstwo!
- ……
U: Dobrze, postaram się jak najszybciej coś wymyślić oddzwonię.
U: Marek mamy problem.  – Powiedziała wchodząc do gabinetu przyjaciela.
M:, Co się stało? – Zapytał odrywając się od dokumentów
U: Czarek jest w Norwegii, a ci od tych folderów wymagają jednego fotografa. Wynegocjowałam jednak, aby znaleźli kogoś innego, ich fotograf jest dostępny dopiero za pół roku. Nie możemy tyle czekać, Pshemko się wścieknie. – Usiadła bezradna na kanapie.
M: Ula nie martw się na szczęście mój stary znajomy jest fotografem. Poczekaj zaraz do niego zadzwonię. – Marek wziął komórkę i wykręcił numer do swojego znajomego. Po kilku minutach rozmowy rozłączył się i zadowolony oświadczył.
M: Załatwiłem, ma teraz akurat wolny czas, jest do naszej dyspozycji. Nazywa się Artur Kaczmarek, idź zadzwoń. – Ula już wychodziła, gdy Marek powiedział – A Ula i pamiętaj za godzinę jesteśmy umówieni w Łazienkach na oglądanie Sali na pokaz.
U: Pamiętam.
Po półgodzinie Marek wyszedł z gabinetu i powiedział do Uli.
M: Ula zbierajmy się.
U: Już idę tylko wyłączę komputer.

Podczas, gdy Ula i Marek jechali na spotkanie w gabinecie dyrektora finansowego trwała dyskusja. Otóż Aleksander Febo wraz z jego przydupasem Adamem Turkiem tworzyli kolejny plan mający na celu odebranie Markowi prezesury. Można powiedzieć, że intrygi tych dwoje były już swoistą tradycją firmy Febo&Dobrzański. Od długiego czasu Aleks z Adamem chcieli przejąć firmę, a najbardziej Febo, który pałał do Dobrzańskiego dużą nienawiścią. Do tej pory nikt nie ma pojęcia, co jest powodem takiego zachowania. Przecież Marek i Aleks byli przyjaciółmi, gdy nagle coś się popsuło, z dnia na dzień Aleks zmieniał się, był zupełnie taki sam jak jego siostra. Do nikogo nie odnosił się z szacunkiem, wszystkich traktował z góry. Krążą plotki, że Aleks miał kiedyś narzeczoną, z którą planował ślub. Wyjechali razem do Mediolanu załatwiać katedrę na to przepiękne wydarzenie. Wrócił sam w dodatku zupełnie inny. Nikt nie wiedział, co wydarzyło się we Włoszech pomiędzy nim, a Julią Sławińską. Jednak to nie usprawiedliwia jego zachowania w stosunku do Marka. Dobrzański stracił nadzieję, że kiedykolwiek się dowie, o co tak naprawdę chodzi. Przypuszcza, że chodzi tutaj po prostu o zazdrość. Aleks sam chciałby być prezesem Febo&Dobrzański, ale niestety jest nim Marek.
A: Adam my musimy coś zrobić! Bo inaczej temu głupkowi po raz kolejny uda się odnieść sukces i jeszcze ta jego przyjaciółeczka Cieplak. Musimy coś wymyślić, myśl Adam, myśl!
Ad: No, ale co my możemy? Wykraść projekty, kasę, uprowadzić Pshemko czy co?
A: To jest jakiś plan. Masz łeb Adam. Słuchaj…

Ula i Marek właśnie zatrzymali się pod pałacem w Łazienkach. To tam chcieli urządzić pokaz najnowszej kolekcji Pshemko. To miejsce wydawało im się idealne. Weszli do budynku, tam czekał już na nich starszy, siwiejący mężczyzna – właściciel.
W: Dzień dobry, państwo z firmy Febo&Dobrzański.
M: Dzień dobry, tak to my.
W: Dobrze w takim razie proszę za mną – wprowadził ich do ogromnej, oszklonej Sali – to jest miejsce na pokaz. Przez całą szerokość można poprowadzić wybieg. Spokojnie po bokach będzie wiele miejsca dla gości. Proszę dalej. – Weszli do Sali obok. – Tutaj można urządzić bankiet, ale jest też druga propozycja. W razie pięknej pogody, bankiet może się odbyć w ogrodzie.
Ula i Marek byli zachwyceni tym miejscem, było idealne na pokaz. Po krótkim namyśle Dobrzański powiedział:
M: To miejsce jest cudowne, urządzimy tu pokaz.
W: Wspaniale, proszę za mną omówimy szczegóły i podpiszemy umowę.
Po kilkudziesięciu minutach negocjacji podpisali dokumenty i wyszli z budynku.
M: Ula wykonaliśmy dzisiaj kawał dobrej roboty. Należy nam się lunch.
U: Nie wiem czy to dobry pomysł. Mamy jeszcze dużo pracy.
M: Praca nie zając nie ucieknie. Zasłużyliśmy na odpoczynek, poza tym to jest polecenie służbowe.
U: Skoro tak to chyba nie mam wyjścia.
M: Żadnego. – Ruszyli w stronę resteuracji.

Siedzieli w przytulnej resteuracji niedaleko FD. Czekali na swoje dania.
U: Marek jeszcze musimy załatwić drukarnię, grafików i dograć modelki.
M: Ula nie myśl o pracy, chociaż przez chwilę. Dzisiaj czwartek, jutro po południu ruszamy do Zalesia, lepiej porozmawiajmy o tym. Jesteś już spakowana?
U: Nie do końca, jeszcze muszę dopakować kilka rzeczy. A jak tam Mania? Pewnie nie może się już doczekać wyjazdu.
M: Żebyś wiedziała, co pięć minut pyta mi się ile jeszcze czasu zostało do wyjazdu. Bardzo się cieszy, że jedziesz z nami.
U: Ja też się cieszę, lubię spędzać z wami czas.
M: I wice wersa.
Po chwili dostali zamówione jedzenie, przy posiłku panowała miła atmosfera. Snuli plany na weekend, mówili, co chcieliby zwiedzić. Co prawda wielu z tych rzeczy nie spełnią ze względu na Marysię, która zapewne będzie marudziła, że nie chce jej się chodzić. Jednak nie martwiło ich to, najbardziej cieszyli się, że będą mogli spędzić razem prawie trzy dni.

Po pracy Ula pojechała do Rysiowa, Ula chciała wynagrodzić rodzinie to, że ich zaniedbała w ostatnim czasie, ale to było związane z rozpoczęciem nowej pracy. Zarówno Józef jak i dzieciaki zrozumiały całą sytuację i nie mieli o to żalu. Właśnie całą czwórką siedzieli w salonie popijając herbatę. Beatka siedziała Uli na kolanach i razem rysowały. Dziewczynka była bardzo przywiązana do siostry, tak naprawdę ona była jej matką.
Józ: Ula przyjedziesz w niedzielę na obiad?
U: Nie tatko, niestety nie mogę. Jutro po południu wyjeżdżam na weekend do Zalesia z Markiem i Manią. Wrócimy dopiero w niedzielę wieczorem.
Józ: No dobrze córcia tylko nie rób głupstw.
U: Oj tato no! Jesteśmy przyjaciółmi, a poza tym Marek ma żonę! – Lekko się zdenerwowała, na szczęście jej ojciec nie wiedział o problemach Marka w małżeństwie.
Józ: No dobrze, dobrze powiedz lepiej jak w pracy.
U: Znakomicie, poznałam już całą załogę, dobrze odnajduję się w bieżących sprawach. W ostatnich kilku dniach mamy dużo pracy, ale to jest związane z premierą najnowszej kolekcji, która będzie lada chwila.
Józ: Ula tylko się nie przemęczaj.
U: Nie przemęczam się tato. Chodzę na lunch z moimi koleżankami i czasami wychodzę też z Markiem jak mamy do omówienia sprawy firmowe.
Ula nie siedziała długo w rodzinnym domu, po dwóch godzinach musiała się zbierać. Zrobiło się późno, a ona musiała jeszcze wrócić do Warszawy i dokończyć pakowanie.
Józ: Ulcia życzę ci miłej zabawy, koniecznie zadzwoń jak zajedziecie.
U: Na pewno zadzwonię.
B: Przywieziesz mi prezent?
U: Oczywiście Beti, że ci przywiozę, wam wszystkim przywiozę. – Wyściskała ich mocno i wyszła z rodzinnego domu.

Po półgodzinnej jeździe autobusem wreszcie dotarła do swojego mieszkania. Dopakowała do torby kosmetyki i kilka bluzek, zjadła szybką kolację i wzięła odprężającą kąpiel. Musiała odpocząć ten dzień był naprawdę ciężki. Ciągła bieganina, telefony, załatwianie przez to była wykończona. Zanurzyła się w ciepłej, pachnącej wodzie i przymknęła powieki. Dała odpocząć swojemu zmęczonemu organizmowi. Jak co wieczór od kilku dni wzięła się za analizowanie swoich uczuć w stosunku do Marka. Rozmyślała nad każdą chwilą, którą z nim spędziła. Powoli zaczęła dochodzić do pewnych wniosków. Bała się przyznać przez samą sobą, nie chciała tego dopuścić do swojej świadomości.
U: Zakochałam się w Marku. – Niespodziewanie powiedziała to nagłos – O boże! – Rozpłakała się zupełnie nie wiedziała, co ma w tej sytuacji zrobić. Bała się, że on może nie czuć tego samego. Miała nadzieję, że ten wyjazd coś wyjaśni.

XUlaX
Utworzona: 2012-07-20 17:37 | Autor: XUlaX | Wiadomości: 169

Rozdział 4
Nadszedł piątek, najbardziej wyczekiwany dzień przez wszystkich. Zaczynał się weekend, który przy tak pięknej pogodzie zapowiadał się wspaniale. Jedyni z pewnie wielu szczęśliwców, którzy wyjeżdżają na weekend z miasta byli Ula i Marek. Pracowali ochoczo kończąc załatwianie spraw z wczoraj.
U: Obsługę mamy, drukarnię zostawiamy na poniedziałek no to jeszcze fotograf.
M: Arturem się nie martw, umówiłem nas z nim dzisiaj o pierwszej.
U: Dobra, to ja idę na lunch do bufetu. Przyjdę za pół godziny.
M: Pewnie leć. – Wyszła z gabinetu.
Po kilku minutach weszła do pomieszczenia na trzecim piętrze budynku. Podeszła do bufetu i zamówiła u Eli bułkę i herbatę. Usiadła koło swoich przyjaciółek.
U: Hej dziewczyny.
I, A: Hej Ula. Co u ciebie?
U: Dobrze, trochę dużo pracy, ale daję radę.
E: Słuchaj Ula – zaczęła Ela dosiadając się do nich – jutro organizujemy z dziewczynami małą imprezę. Przyjdziesz?
U; Niestety nie mogę, jadę dzisiaj z Markiem i Marysią do Zalesia na weekend.
E: No…Czemu nic nie mówisz? Sama z Markiem na weekend, życzę powodzenia. – Uśmiechnęła się tajemniczo.
U: Elka! Po pierwsze nie jedziemy sami, bo jedzie też Mańka, a po drugie jesteśmy tylko przyjaciółmi!
E: No dobra, dobra wyluzuj.
I: Nieważne. Ula powiedz lepiej jak tam przygotowania do pokazu.
U: Znakomicie. Mamy już salę, obsługę, fotografa idziemy załatwiać dzisiaj no i jeszcze drukarnia. A jak Pshemko?
I: O dziwo spokojny. Nie denerwuje się, wprowadza jeszcze drobne poprawki do kolekcji.
U: To dobrze, mam nadzieję, że dalej taki będzie. Bo z tego, co słyszałam od Marka to potrafi nieźle wariować.
I: Najgorsze przed nami.

Pół godziny przed pierwszą Ula i Marek zbierali się spotkanie z fotografem. Ruszyli w stronę resteuracji Bacaro. Na miejscu czekał już na nich Artur.
M: Cześć Artur, pozwól, że ci przedstawię Ula Cieplak, moja asystentka. – Artur spojrzał na Ulę ciekawym spojrzeniem. Zauroczyła go.
U: Dzień dobry.
A: Artur Kaczmarek miło mi panią poznać. – Pocałował ją w dłoń.
Marek od razu zauważył, jakie wrażenie wywarła na Arturze jego przyjaciółka i obruszył się niespokojnie.
A: Siadajmy. – Usiedli i zamówili kawę. – Jak sobie wyobrażacie ten folder? Ula?
U: Myślę, że ma być prosty, niezbyt wymyślny.
A: Dobrze, tutaj są szablony, wybierz proszę ten, który ci się podoba. – Ula wzięła od niego kilka kartek i zaczęła oglądać.
U: Myślę, że ten.- Powiedziała po chwili. – Marek, co myślisz? – Powiedziała do nieobecnego Marka, który przez całe spotkanie uważnie przyglądał się zachowaniu Artura. Nie podobał mu się sposób, w jaki patrzył na Ulę – Marek? – Powtórzyła.
M: Co? A tak, pokaż. – Wyrwał się z rozmyślań i wziął od Uli szablony. – Tak, masz rację ten będzie idealny.
A: Dobrze, no to jeszcze zostały nam warunki umowy.

Po godzinie negocjacji doszli do porozumienia i sporządzili umowę wstępną, pożegnawszy się z Arturem wyszli z resteuracji i wsiedli do samochodu.
M: Ula nie mamy już nic do zrobienia, może już teraz pojedziemy do Zalesia?
U: Myślę, że to dobry pomysł.
M: To, co najpierw jedziemy po twoje rzeczy?
U: Tak. – Ruszyli w stronę mieszkania, w którym mieszkała Ula. Wzięli torbę i pojechali do domu Marka. Weszli do domu, w salonie pani Jadzia, opiekunka Mani bawiła się z dziewczynką.
U,M; Dzień dobry.
Mar: Tata, ciocia Ula! – Rzuciła im się w ramiona.
M: Pani Jadziu, zmiana planów, my już teraz wyjeżdżamy. Jest pani wolna.
J: Dobrze, dziękuję. Dowidzenia.
U,M: Dowidzenia.
Marek wziął ogromną torbę z ubraniami swoimi i Mani i wyszli z domu. Wygodnie usadowieni w aucie, wyruszyli do  Zalesia Górnego. Podczas drogi panowała wesoła atmosfera. Dziewczynka prezentowało nowe piosenki, których nauczyła się od pani Jadzi. Po niespełna 45 minutach zajechali pod mały drewniany domek, w którym mieli spędzić najbliższe dni.


Wysiedli i rozejrzeli się wokół, było naprawdę uroczo. Ich domek był mały, otoczony małym laskiem. Było tam tak cicho, że słyszeli przepiękny śpiew ptaków. Przed domem był niewielki ogródek, w którym znajdowała się altanka i murowany grill.
U: Pięknie tu. – Powiedziała zachwycona Ula.
M: Masz rację, cisza i spokój, to, czego nam potrzeba. Chodźmy do środka. – Wziął walizki i razem z Ulą i Mańką weszli do domku. Był przytulnie urządzony, niewielki korytarzyk prowadził do kuchni połączonej z salonem, w którym znajdował się kominek. Weszli na górę, znajdował się tam jeden ogromny pokój i dość duża łazienka z jacuzzi.
Wzięli się za rozpakowywanie, nie zajęło im to dużo czasu, po pół godzinie zeszli na dół. Mania razem z Ulą poszła do ogrodu, a Marek zadeklarował się zrobić na obiad swoją specjalność – zapiekankę makaronową. Wyjął na blat potrzebne składniki i wziął się za przygotowania. Co chwilę jednak spoglądał przez duże okno na swoją przyjaciółkę i córkę. Patrzył na nie z uśmiechem, bardzo dobrze się dogadywały. Czasami Marek wyobrażał sobie, że to z Ulą tworzy rodzinę. Byliby na pewno bardzo szczęśliwi, Ula jest zupełną przeciwnością Pauliny, która nie widzi nic poza czubkiem własnego nosa. Zamiast interesować się mężem i córką, która teraz najbardziej potrzebuje obecności matki to ona cały czas jeździ do Aleksa, albo po prostu zamyka się w sypialni i z niej nie wychodzi. Marek coraz częściej zastanawiał się nad rozwodem. On jej nie kochał, ona chyba też nie. Tak byłoby lepiej zarówno dla Pauliny jak i Marka. Dla Mani nic by się nie zmieniło, ona i tak nie traktuje Pauliny jak matki, zastępuje ją Marek, który cały czas czuwa nad nią. Boi się jednak trochę reakcji swoich rodziców, którzy tak naprawdę niczego nie wiedzą. Zawsze jak jadą do Dobrzańskich seniorów to zachowują pozory szczęśliwej i kochającej rodziny. „Koniec!”- Skarcił się w myślach Marek. „Muszę coś z tym zrobić, mam już tego wszystkiego dosyć”- jego rozmyślania przerwała Mania, która wbiegła do kuchni.
Man: Tato, tato patsz*, co ciocia Ula mi dała. – Powiedziała i pokazała mu wianuszek ze stokrotek.
M: Piękny kochanie, przymierz. – Włożył go dziewczynce na główkę. – Wyglądasz jak księżniczka. – Pochwalił córeczkę – no wracaj do cioci Uli, zaraz będzie obiad.
Man: Dobrze.
Powrócił do gotowania, zakończył rozmyślanie na temat Pauliny, postanowił, że musi się rozwieść. Dla dobra swojego i Mani.

Tymczasem w Warszawie.
W Febo&Dobrzański praca toczyła się swoim rytmem, nie było już tej bieganiny, co przez kilka ostatnich dni. Wszystko do nadciągającego pokazu było gotowe. W przyszłą środę projekty kreacji mają trafić do szwalni, nic nie powinno się już wydarzyć.
Zupełnym przeciwieństwem do atmosfery panującej w całym FD była ta w gabinecie Aleksandra Febo. Aleks siedział w lekkim napięciu czekając na swojego niezdarnego księgowego. Wiele razy miał ochotę go zwolnić, bo ogromnie działał mu na nerwy, ale wiedział, że nie może tego zrobić., Drugiego takiego naiwnego człowieka, który zrobi dla ciebie wszystko bojąc się o swoje cztery litery nie znajdzie. Aleks usłyszał ciche pukanie do drzwi, po chwili do gabinetu wpadł Adam Turek.
Ad: Aleksiu, mam! Popatrz, zupełnie inne! Ten pomysł to był strzał w dziesiątkę!
 A: Adam przestań. Usiądź i daj te cholerne kartki. – Powiedział z ogromnym spokojem.
Ad: Proszę – podał swojemu szefowi plik kartek, ten zaczął je uważnie oglądać.
A: No brawo Adam, cztery wystarczą. Pshemko już nie ma?
Ad: Nie, cała pracownia jest pusta.
A: Wspaniale, to teraz idź i połóż je tam gdzie leżą pozostałe. A i nie zapomnij o oryginałach!
Ad: Jasne szefuniu już się robi. – I już go nie było.
A: No Mareczku, szykuj się na kolejną klęskę. – Powiedział sam do siebie.

*-to było celowe, Mania nie potrafi jeszcze dobrze mówić



Rozdział 5

„Marzę tak często”
Nie ma słów, którymi mógłbym wyrazić

jak bardzo mi zależy

Tak często marzę

o uczuciach, którymi możemy się dzielić

Serce moje nigdy nie znało

Radości, jaką mi dałaś

Tak jakby Bóg znał moje życzenie

i sprawił twoje urealnienie

Życie bym dał by móc cię objąć czy pocałować

lub, chociaż ujrzeć twą twarz




Po zjedzeniu pysznego obiadu przygotowanego przez Marka postanowili pójść na spacer i poznać okolicę. Wyszli z domu i poszli wąską, leśną dróżką, która prowadziła do centrum miasteczka. Po około piętnastu minutach spaceru przez mały lasek wyszli przy rynku. Byli oczarowani tym widokiem. Brukowane uliczki, po których jeździły dorożki wożące turystów wydawały niesamowity dźwięk stukotu końskich podków. Stare, odrestaurowane kamieniczki sprawiały wrażenie jakby czas się tutaj zatrzymał, co najmniej na latach pięćdziesiątych minionego stulecia. Było słychać gwar ludzi wracających z pracy i wesoło rozmawiających ze spotkanymi znajomymi. Co najlepsze, nie było tam ani jednego auta, ten rynek był jakby zupełnie wycięty ze współczesnego świata. Ula i Marek oraz Marysia poszli do pobliskiej lodziarni. Zamówili lody i wyszli do ogródka przy budynku. Młodzi siedli na starej, drewnianej ławeczce, a Mania bawiła się na małym placu zabaw.
U: Marek dziękuję, że mnie tu zabrałeś. Po ciężkim tygodniu pracy jest mi potrzebne takie wyciszenie. W tym miasteczku jest cudownie, czuję się jak w dawnych czasach.
M: Ula, zupełnie nie masz, za co dziękować. To ja ci dziękuję, że jesteś tutaj z nami. Bardzo lubię spędzać z tobą czas. Wiesz, co Ula musimy porozmawiać… - już miał zamiar kontynuować, kiedy usłyszał wołanie swojej córki.
Man: Tato, tato! Pohusiaj mnie!
M: Już idę kochanie. – Powiedział lekko zawiedziony, że nie zdołał dokończyć rozmowy.
Poszedł na plac zabaw i posadził Mańkę na huśtawce, mała była bardzo zadowolona i zaczęła machać do Uli. Ta odmachała jej.
Po pól godzinie musieli już wracać, Mania zaczęła marudzić, że jest śpiąca. W domu byli około godziny dwudziestej. Marek wykąpał córkę i położył do łóżka, prawie od razu zasnęła. Zszedł na dół, tam czekała na niego Ula z kolacją.
U: Siadaj, zrobiłam kolację. – Posłusznie usiadł i w ciszy zjedli przygotowaną kolację.
Później Marek pomógł Uli zmywać, po skończonej pracy usiedli przy kominku w salonie.
M: Przyniosę wino, napijemy się?
U: Chętnie. – Marek po chwili przyszedł z butelką czerwonego, słodkiego wina w ręce. Otworzył je i nalał do kieliszków, jeden z nich podał Uli.
Zaczęli rozmawiać, najpierw o pracy i czekającym ich pokazie nowej kolekcji Pshemko, a potem zeszli na bardziej prywatne tematy.
M: Ula, a co u twojej rodziny? Dawno ich nie widziałem.
U: Wszystko w porządku. Jasiek w maju będzie pisał maturę, oprócz tego robi prawo jazdy. Beatka kończy trzecią klasę, a tata dobrze się czuje, czasami dorabia u sąsiadów robiąc drobne prace koło domu, aby trochę zarobić.
M: To dobrze, mógłbym ich kiedyś odwiedzić?
U: Pewnie, oni bardzo cię lubią. Planowałam w niedzielę jak wrócimy jechać do nich, więc możesz jechać ze mną.
M: Chętnie.
U: Marek, a jak ci się układa z Pauliną? Dawno nie mieliśmy okazji porozmawiać.
M: W ogóle się nie układa, ale szczerze powiedziawszy już mnie to nie interesuje. Niech robi co chce, wczoraj wyjechała do Mediolanu, wraca w poniedziałek. Nie zależy mi na niej, nie kocham jej. Ostatnio dużo myślałem o rozwodzie i doszedłem do wniosku, że to jest jedyne wyjście z tej chorej sytuacji. Tak będzie lepiej dla mnie i dla Marysi, ona wcale nie zna swojej matki. Postanowiłem, że jak wrócimy to złożę papiery o rozwód i wyprowadzę się z Mańką, tylko muszę znaleźć jakieś przytulne mieszkanie.
U: To twoja decyzja, jeżeli uważasz, że tak będzie lepiej. W tej sprawie nie mogę ci doradzić, musisz sam to przemyśleć. Mogę jedynie ci pomóc, proponując, abyś na czas, kiedy będziesz szukał mieszkania wprowadził się do mnie z Manią.
M: Ula naprawdę? Dziękuję. To wiele dla mnie znaczy, wiesz jak trudno jest teraz kupić mieszkanie, a ja już dłużej nie zniosę tej atmosfery w domu.
U: Nie ma, za co. Od tego są przyjaciele.
M: A propos przyjaciół, Ula już na rynku chciałem z tobą porozmawiać, ale Marysia nam przerwała. Od pewnego czasu zauważyłem, że dzieje się ze mną coś dziwnego. Gdy tylko ciebie widzę, zaczynam odczuwać radość to jest ta sama radość, co wcześniej. To coś więcej. Dopiero kilka dni temu zrozumiałem, o co chodzi. Ula ja się po prostu w tobie zakochałem. Nie wiem jak to się stało, przecież tyle lat się przyjaźnimy. Jesteś najlepszą osobą, jaką znam, miłą, ciepłą, pomocną. Jednym słowem jesteś zupełnie inna niż Paulina. Zrozumiałem, że to z tobą chcę być do końca życia. Ula, jeżeli ty uważasz mnie tylko za przyjaciela i nic więcej do mnie nie czujesz powiedz, zrozumiem, a wtedy nie było tej rozmowy. Dalej będziemy przyjaciółmi. – Zakończył swój monolog, był zestresowany, z nadzieją w oczach patrzył na Ulę. Ula była zaskoczona, nie przypuszczała, że Marek czuje do niej to samo, co ona do niego. Miała łzy w oczach, nie wiedziała, co powiedzieć.
U: Marek ja nie chce – zatrzymała się nie mogąc opanować emocji, a wtedy serce Marka zatrzymało się – ja nie chce twojej przyjaźni. Też bardzo cię kocham i chcę z tobą być. – Powiedziała jednym tchem, na twarzy Marka pojawił się promienny uśmiech. – Tylko proszę cię, dopóki się nie rozwiedziesz zatrzymajmy to dla siebie, dobrze?
M; Oczywiście, zrobię jak zechcesz. To nie potrwa długo, czytałem w Internecie, że rozwód po ślubie cywilnym to góra dwie sprawy. Ula, jesteś jedyną osobą, z którą chcę spędzić resztę życia, wziąć ślub w obecności Boga i mieć wspólne dzieci. Kocham cię.
U: Ja ciebie też. Nie zapędzajmy się tak. – Uśmiechnęła się, Marek odwzajemnił uśmiech. – No, na co czekasz? Może byś mnie pocałował? – Powiedziała z udawanym wyrzutem.
M: Jak sobie życzysz. – Wpił się w jej usta, najpierw całował delikatnie, a potem coraz zachłanniej. Oboje nigdy jeszcze nie czuli się tak wspaniale, położył ją na kanapie. Namiętność brała górę, ściągnął ramiączko jej bluzki. Ula lekko odepchnęła ukochanego.
U: Marek proszę, nie jestem jeszcze gotowa.
M: Rozumiem, przepraszam, ale pozwól mi ciebie całować. – Powrócił do przerwanej czynności.
Rankiem pierwszy obudził się Marek, powoli, aby nie obudzić Mani wyswobodził się z jej objęć i udał się w stronę drzwi. Spojrzał na Ulę, która spała w najlepsze, przykucnął przy jej łóżku i zdjął z jej twarzy kilka kosmyków włosów. Pocałował ją w policzek, był naprawdę bardzo szczęśliwy, że Ula odwzajemnia jego uczucie, czuł, że teraz zacznie nowe życie, życie z Ulą. Wiedział, że z nią się uda, stworzą razem pełną i kochającą się rodzinę dla Marysi. Poszedł do kuchni i wziął się za przygotowywanie śniadania. Po kilkunastu minutach, gdy smażył jajecznicę poczuł jak ktoś go obejmuje od tyłu, wiedział, że to Ula.
M: Cześć kochanie. Dobrze spałaś?
U: Najlepiej. Marek chciałam cię przeprosić za wczoraj, ale po prostu nie jestem jeszcze na to gotowa. To wszystko za szybko się dzieje.
M: Nie masz, za co przepraszać. Na ciebie mogę czekać wiecznie.

Drżę i cały dygoczę

a serce bije jak oszalałe

nie czułbym tego gdybym dostawał

pieniądze albo złoto

Modliłem się wypatrując odległych gwiazd

i... Jesteś oto. *
 
 
*- Tupac Shakur - „Marzę tak często”


Rozdział 6

U: Dziękuję.
M: Ale Ula nie ma za co. A teraz siadaj, śniadanie gotowe. – Zanim skończył zdanie do kuchni przydreptała Mania.
M: Wyspałaś się kochanie? – Na to mała pokiwała główką z uśmiechem.
M: No to siadaj, zjemy śniadanko.
Usiedli do stołu, Marek nałożył im na talerze pysznie wyglądającą jajecznicę z szynką. Zaczęli jeść.
U: Co będziemy dzisiaj robić? – Zapytała Ula przegryzając chleb
M: Może pójdziemy nad zalew? Jest piękna pogoda.
Mań: Tak! Tak! Pójdźmy nad zlew! – Ula i Marek wybuchnęli niekontrolowanym śmiechem, tylko Mania nie rozumiała, o co im chodzi.
U: Nad zalew Marysiu. – Poprawiła ją i pogłaskała po główce.
Szybko uwinęli się z posiłkiem i zaczęli się przygotowywać do wyjścia. Ula założyła swój dwuczęściowy niebieski kostium kąpielowy, na który narzuciła zwiewną zieloną sukienkę. Marek włożył białe szorty i T-shirt. Do plecaka schowali rękawy do pływania, dmuchane koło ratunkowe, piłkę plażową, ręczniki oraz wodę i suchy prowiant.
Około godziny dwunastej byli już na miejscu, rozłożyli rzeczy i zdjęli ubrania zostając w samych strojach kąpielowych. Marysia budowała zamek z piasku wraz z nowopoznanym kolegą – Damianem, który był w jej wieku. Ula i Marek natomiast grali w siatkówkę z rodzicami Damiana na pobliskim boisku do gry plażowej. Po wygranym meczu przez Ulę i Martę – mamę chłopca wrócili wraz z nowymi znajomymi na swoje miejsce.
Mar: Mieszkacie tu?
U: Nie, przyjechaliśmy tylko na weekend z Warszawy, a wy?
Mar: My też mieszkamy w Warszawie.
U: To fajnie, może kiedyś się jeszcze spotkamy.
Mar: Mam taką nadzieję, fajnie się z wami rozmawia. Długo jesteście z Markiem ze sobą?
U: Nie jesteśmy razem, to trochę skomplikowane. Na razie jesteśmy tylko przyjaciółmi.
Mar: Na razie?
U: Marek ma żonę, z którą się rozwodzi. A my zakochaliśmy się w sobie. Znamy się od czasów liceum.
Mar: Rozumiem. – Ich rozmowę przerwali Marek i Przemek, którzy byli w barze po zimne napoje.
M: Jak tam dziewczyny?
U: Dobrze, długo was nie było. Myślałam, że umrę tak mi gorąco. Daj tą wodę. – Duszkiem wypiła połowę butelki. – Od razu lepiej.
Prz: Idziemy popływać?
M: Pewnie, chodźmy.  – Całą czwórką weszli do wody. Była chłodna, to dało im odpoczynek od tego upału. Po chwili dołączyli do nich Marysia i Damian, którzy dość nieporadnie pływali w dmuchanych rękawkach.
Man: Tato, pomóż mi.
M: Co się stało?
Man: Naucz mnie pływać. – Marek pokazał córce jak pływać. Po chwili pływała stylem przypominającym kraula.
Zabawa w wodzie przysporzyła wszystkim wiele śmiechu, chlapali się wodą, grali w piłkę i pływali. Po godzinie zmęczeni wyszli nas brzeg i położyli się na ręcznikach.
M: Jestem wykończony, nie wiedziałem, że zabawa w wodzie może być taka męcząca.
Prz: Ja też padam z nóg, tylko Mańka i Dami się nie zmęczyli. – Wskazał na dzieci, który dalej pluskały się w wodzie.
Około godziny siedemnastej poszli razem na obiad do knajpki niedaleko plaży. Ula i Marek zaprzyjaźnili się z Martą i Przemkiem, świetnie się razem czuli. Opowiadali wiele ciekawych historii ze swojego życia, przy czym często wybuchali niepohamowanym śmiechem. Przy okazji bliżej się poznali. Marta i Przemek byli małżeństwem od sześciu lat, poznali się dzięki jednej z ich wspólnych jak się okazało znajomych. Byli szaleńczo w sobie zakochani, po pół roku znajomości wzięli ślub. Trzy lata później na świecie pojawił się ich synek Damian. Wiodą szczęśliwe życie, niczego im nie brakuje. Mają własną firmę zajmującą się reklamą, dobrze im się powodzi. Mają ogromny dom na obrzeżach Warszawy.
Ula i Marek od razu znaleźli z nimi wspólny język, Przemek zaproponował, że Febo&Dobrzański może podjąć współpracę z ich firmą.
Prz: Mamy do zaoferowania bardzo dobrą reklamę zarówno w billboardach jak i w Internecie. Nasi specjaliści potrafią trawić nawet do bardzo wymagających osób, którzy potrzebują dużej zachęty do skorzystania z usług jakiejkolwiek firmy.
M: Brzmi kusząco, co nie Ula? Przemek umówmy się tak, w poniedziałek przyślesz nam szczegółową ofertę wraz ze wstępną ceną. My to na spokojnie przedyskutujemy i na pewno się do ciebie odezwiemy.
Prz: Oczywiście, będzie jak zechcesz. Proszę to moja wizytówka, w poniedziałek z samego rana wyślę ci maila.
Zakończyli rozmowy o interesach, reszta obiadu przebiegła w miłej atmosferze. Ula i Marta też bardzo się polubiły, często szeptały opowiadając historie związane z „ich” facetami.
Po dwóch godzinach postanowili wracać do domu, pożegnali się ze znajomymi i ruszyli w stronę domku. Tylko Marysia płakała, nie chciała rozstawać się ze swoim kolegą.
M: Marysiu nie płacz. Niedługo spotkamy z Damianem i pobawicie się jeszcze dłużej.
Man: Obiecujesz? – Zapytała uspokojona słowami taty.
M: Obiecuję kochanie.

Nazajutrz po obiedzie około godziny czternastej zbierali się do powrotu do Warszawy. Nie chętnie pakowali swoje bagaże, bardzo spodobało im się w Zalesiu. Było tu bardzo spokojnie, piękna pogoda zachęcała do spacerów i pobytu nad wodą. Z wielką chęcią zostaliby tutaj jeszcze dłużej. Jednak nie mogli, jutro trzeba było iść do pracy. Wsiedli do samochodu i odjechali. Po około czterdziestu minutach Marek zaparkował auto pod bramą domu numer osiem w Rysiowie. Zgodnie z umową przyjechali odwiedzić ojca Uli. Ledwo weszli do przedpokoju już napadła na nich Beatka witając się radośnie z Ulą i Markiem. Po przywitaniu porwała Marysię do swojego pokoju chcąc pokazać jej swoje nowe lalki. Młodzi weszli do kuchni, tam przy stole siedział Józef naprawiając stary zegar z kukułką, a Jasiek stał nad otworzoną lodówką i z uwagą wpatrywał się w jej wnętrze.
M:, Co tam zgubiłeś Jasiu? – Spytał chłopka klepiąc go lekko po plecach. Oderwał się od urządzenia.
Jas: Cześć Marek, cześć Ula.
J: Witajcie dzieci. Przepraszam za bałagan, ale Szymczykowa poprosiła mnie o naprawę zegara.
M: Nic nie szkodzi panie Józefie.
J: Siadajcie, kawy, herbaty? Może bigosu? Sam robiłem
M: Ja po proszę kawę, a za bigos podziękuję. Przed wyjazdem zjedliśmy obiad.
U: Ja też tatko kawę.
J: No opowiadajcie, jak było?
U: Wspaniale, to miasteczko jest naprawdę urocze. Wygląda jak z minionego wieku, brukowane uliczki, dorożki, w rynku nie ma ani jednego auta. To świetne miejsce na wypoczynek.
M: Tak, Ula ma rację. Po tym jakże ciężkim tygodniu należał nam się wypoczynek.
J: Bardzo się cieszę, że wypad się udał. A gdzie zgubiliście Marysię?
M: Beatka zabrała ją do siebie.

Nastał poniedziałek, po wspaniałym weekendzie rozleniwieni Ula i Marek nie chętnie przekraczali próg firmy. Nie dane było im długo wspominać minione trzy dni, bo gdy tylko wyszli z windy na piątym piętrze przywitał ich głośny krzyk Pshemko.
Ps: O dio! Ja już nie wytrzymam! Nie dam rady! Dlaczego bogowi tak się na mnie mszczą? Co ja złego zrobiłem? Niech ja tylko dorwę tego…tego…O dio! Nie wiem jak nazwać tą osobę.
Zwabieni, szybko popędzili do pracowni mistrza. Widok, który zastali był okropny, szczególnie dla Uli, która po raz pierwszy miała styczność z fanaberiami Pshemko. Po pracowni walały się porozrzucane projekty, niektóre z nich były pocięte, pogryzione i bóg wie co jeszcze. Podobnie było z kreacjami, niektóre z nich leżały nawet na lampie.
M: Pewnie znowu nie dostał czekolady. – Szepnął jej do ucha, on nie przejmował się histeriami Pshemko, co najmniej raz na dwa tygodnie odgrywał takie tragedie. Weszli do środka i natychmiast musieli się bronić przed lecącym w ich stronę wieszakiem.
M: Pshemko, co się stało?
Ps: Urszula, Marek dobrze, że już jesteście. Patrzcie. – Podał im kilka kartek, na które były pomazane.
M:, Co to jest? – Przyjrzał się uważnie. – To, to są projekty do najnowszej kolekcji?! – Powiedział bardziej stwierdzając niż pytając.
Ps: Tak Marco to są projekty! Moje projekty! Przychodzę dzisiaj do pracowni, patrzę, a tu to,…Kto mógł to zrobić? Co za niegodziwiec! Niech gromy się z nim rozprawią!


Ula i Marek - inna historia 7
Tą notkę też dedykuję Izie. Kochana jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za rozmowę i wsparcie. Postanowiłam to przetrwać i zobaczyć co będzie dalej. Wiadomość z ostatniej chwili, dwie moje przyjaciółeczki się pokłóciły, nie odzywają się do siebie. Ciekawe czy któraś z nich do mnie przyleci z płaczem...


Rozdział 7
Ula i Marek stali w pracowni Pshemko i przyglądali się zniszczonym projektom. Ktoś na dwóch projektach kolekcji markerem narysował kreski. Cztery inne, były zupełnie zmienione. To na pewno nie były projekty mistrza. Gołym okiem było widać, że ktoś je podłożył.   Zastanawiali się, kto to może być, Markowi tylko jedna myśl wpadła do głowy. Spojrzał na załamanego mistrza, który z bezsilności usiadł na fotelu i schował twarz w dłonie.
Ps: O dio! Co teraz będzie? Tylko cztery projekty nie są zniszczone, a reszta?! Nawet nie chodzi o te pomalowane markerem. Łatwo można to odtworzyć, na szczęście nie całe zostały zamalowane. Ale te? – zaczął machać kartkami – To są zupełnie inne projekty! Krzywe linie, sukienki przerysowane prosto z malowanek dla małych dzieci! Nie ma oryginałów, przekopałem całą pracownię i nic! A to były najważniejsze kreacje! Marku, znajdź tego kto to zrobił, a uduszę go gołymi rękami. – był na skraju wytrzymania.
M: Pshemko, mam podejrzenia kto mógł to zrobić, jednak przed oskarżeniem, muszę się upewnić. Teraz to jest najmniej ważne, najgorsze jest to, że w środę popołudniu mamy wysłać projekty do szwalni. Pshemko dasz radę odtworzyć te zniszczone projekty? Może niektóre z tych nie są tak bardzo zamazane? – Dwa ostatnie zdania Marek powiedział z nadzwyczajną ostrożnością, nie miał pojęcia jak mistrz zareaguje na jego słowa.
Ps: Marku…- ku zdziwieniu wszystkich Pshemko był bardzo spokojny – nie wiem, to jest sześć projektów, sześć kreacji. Nie mam pojęcia czy zdążę, mam gdzieś stare szkice niektórych kreacji. Proszę, zostawcie mnie teraz samego, spróbuję coś z tym zrobić.
M: Dobrze, my zajmiemy się ustaleniem kto to zrobił. Jak czegoś się dowiemy damy ci znać. – razem z Ulą wyszli z pracowni i udali się do gabinetu Marka.
M: Ula ja mam podejrzenie, że to Aleks zrobił, nie wiem dlaczego, ale tak czuję.
U: Też tak mi się wydaje. Bo jak nie on to kto inny? Aleks ma w tym swój cel. Doskonale wie, że pojutrze projekty jadą do szwalni, będziemy szyć.
M: Dokładnie, ale nie mamy dowodów, nikt nam nie uwierzy. Ojciec już na pewno, Aleks ma takie zdolności manipulacji, że tata uwierzy mu we wszystko.
U: Dlatego trzeba coś wymyślić. Zaraz się tym zajmę.
M; Dobrze, Ula, ale zaraz. To musiało się stać w piątek, albo w weekend. Tyle, że w piątek o piętnastej Aleks miał mieć spotkanie, już jak wyjeżdżaliśmy to go nie było.
U: Masz rację, ale pójdę to sprawdzić. Zaraz wrócę. – wyszła z gabinetu i udała się na parter.

U: Panie Władku mam do pana pytanie.
W: Ssłuchaam ppani Uulu. – powiedział jak zwykle się jąkając
U: Czy pan Aleksander Febo był w firmie w piątek po południu? Albo w weekend? Proszę niech pani mi pomoże to jest bardzo ważne.
W: Oooczywiście, jest pani asystentką ppana Markaa. Ttak ppan Febo był w ppiątek w firmie, siedział zz Adamem ddo późna. – powiedział z lekkim trudem.
U: Dziękuję panie Władku, jest pan wielki. – Ula prawie skakała z radości, pan Władek spojrzał na nią troszkę dziwnie. Nie bardzo rozumiał co takiego ważnego zrobił. Jednak nic się nie odezwał, bo Uli już nie było.

U: Marek mam! – powiedziała wchodząc do gabinetu przyjaciela. – Pan Władek powiedział mi, że Aleks razem z Adamem siedzieli w piątek do późna w firmie. To pewnie wtedy to zrobili. Tak wiem, że to i tak nie jest żaden dowód, ale przynajmniej mamy trop i wszystko wskazuje na to, że to oni zrobili.
M: Teraz tylko pozostaje nam upewnić się na sto procent i znaleźć coś co pozwoli nam ich oskarżyć.
U: No właśnie. A może by tak porozmawiać z Adamem?
M: Też o tym myślałem, ale on za bardzo boi się Aleksa żeby się wygadać.
U: Wiem Marek, ale nie zaszkodzi spróbować. Jak z nim porozmawiasz to dowiesz się prawdy.
M: Dobrze, spróbuję. – wyszedł z gabinetu i udał się na trzecie piętro do pokoju głównego księgowego.  Zapukał i zanim usłyszał odpowiedź wszedł do środka. Adam siedział z nogami założonymi na biurko zajadając się pączkami. Gdy zobaczył Dobrzańskiego natychmiast usiadł poprawnie.
M: Adam możemy porozmawiać?
Ad: O czym? Coś nie tak z zestawieniami?
M: Nie, zestawienia są okey. Chcę porozmawiać o czymś innym.
Ad: Słucham. – Marek zauważył, że Adam stał się spięty jakby wiedział o co chodzi.
M: Adam wiem, że razem z Aleksem zniszczyliście pracę Pshemko. Byliście w piątek w firmie i to uknuliście. Myślałeś, że to się nie wyda? Tylko Aleksowi zależy żeby mnie zniszczyć. Adam jeżeli powiesz prawdę, przymknę oko, na to, że pomagałeś Febo i będziesz mógł zachować posadę. Jeżeli nie…to wylatujesz razem z nim. Co masz mi do powiedzenia w tej sprawie?
Ad: Nic, to nie prawda. – powiedział, lecz wcale nie był tego pewien.  
M: Czyżby? Dobra, nie mam czasu na głupie pogawędki. Zastanów się nad tym, czekam do siedemnastej.  – wyszedł z gabinetu i odetchnął z ulgą, wiedział, że ma go w garści. Poszedł do sekretariatu, gdzie czekała na niego Ula. Violetty na szczęście nie było.
U: No i jak poszło?
M: Nie chciał nic powiedzieć, ale postawiłem mu ultimatum. Zmięknie na pewno. Dałem mu czas do siedemnastej.
U: Ma jeszcze cztery godziny. Wszystko idzie w dobrym kierunku.
M: Mam taką nadzieję, jeszcze czeka mnie rozmowa z ojcem i…z Pauliną. Ula dzisiaj muszę załatwić tą sprawę. Już nie mogę dłużej czekać.
U: Trzymam kciuki. Marek po rozmowie możesz wziąć Mańkę i wprowadzić się do mnie. Propozycja dalej jest aktualna.
M: Dziękuję. Ula co powiesz na luch w bufecie?
U: Z chęcią, padam z nóg. – poszli do bufetu. Zjedli pyszny lunch w wesołej atmosferze, wspominali weekend w Zalesiu i rozmawiali o Aleksie. Po czterdziestu minutach wychodzili z pomieszczenia, przy drzwiach spotkali Adama.
Ad; Marek szukałem cię, możemy porozmawiać? – był widocznie zdenerwowany
M: Oczywiście, chodźmy do gabinetu.
Ad: Wolałbym na neutralnym gruncie, za dziesięć minut w parku koło firmy?
M: Zgoda, do zobaczenia. – ruszył z Ulą w stronę wind. – Mówiłem, że zmięknie? Porozmawiam z nim i wszystko się wyjaśni. Za niedługo wrócę.
U: Dobrze. – Marek wsiadł do windy i zjechał na parter.
Po pięciominutowym spacerze był już w parku, usiadł na jednej z ławek i czekał na Adama. Po kilku minutach przyszedł Turek i usiadł. Zaczął nerwowo strzelać gumką od papierowej teczki.
Ad: Marek to wszystko prawda. Aleks chciał cię pogrążyć, kazał mi ukraść projekty Pshemko i je pomazać. Najważniejsze ukraść i podłożyć za nie inne. Przerysowałem więc sukienki z kolorowanek dla dzieci. Aleks za w szelką cenę chciał, aby ten pokaz się nie udał. Marek ja naprawdę nie chciałem tego robić, bo uważam cię osobiście za dobrego prezesa, ale on mnie zastraszał, że mnie zwolni. A ja mam kredyt na mieszkanie, musiałem to zrobić. Marek proszę, zrobię wszystko tylko mnie nie zwalniaj. – prawie płakał.
M: Adam bardzo ci dziękuję, że się odważyłeś i się przyznałeś. Tylko dlatego cię nie zwolnię, bo bądź co bądź jesteś lojalnym pracownikiem. Aleksa się już nie bój, zaraz jadę do ojca i opowiem mu o wszystkim. Mam jeden warunek, jeżeli powiesz coś Aleksowi to wylatujesz razem z nim. Zgoda?
Ad: Zgoda. Tutaj mam oryginalne projekty i kolorowanki z których rysowałem. Proszę. – podał mu teczkę.
M: Dziękuję Adam. Do jutra, jedź już do domu.
Ad: Do jutra, dzięki prezesie. – odetchnął z ulgą i udał się w stronę swojego starego forda.
Marek nie chcąc tracić czasu wsiadł do swojego auta i ruszył w stronę domu rodziców. Zadzwonił tylko do Uli, aby się nie denerwowała.

Po pół godzinie był pod posiadłością Dobrzańskich seniorów. Drzwi otworzyła mu starsza kobieta o imieniu Zosia, która była tutaj gosposią.
M: Witaj Zosiu, gdzie rodzice?
Z: Dzień dobry synku, w ogrodzie. Napijesz się czegoś?
M: Nie dziękuję. – uśmiechnął się ciepło i udał się w stronę ogrodu. Przywitał się z rodzicami i przeszedł do rzeczy. Opowiedział im dokładnie o tym co się stało w pracowni i o rozmowie z Aleksem. Dobrzańscy byli w szoku, szczególnie Krzysztof, który z tego wszystkiego musiał wziąć tabletki na serce.
K: Synu, zupełnie się tego nie spodziewałem. Nigdy nie sądziłem, że Aleks jest zdolny do czegoś takiego.
M: Tato, on zrobi wszystko, żeby mnie zniszczyć. Od samego początku podkładał mi kłody pod nogi. Sam jednak udawał niewinnego.
K: Wierzę ci Marku, jutro około południa zwołam nadzwyczajne zebranie zarządu. Przedstawisz zgromadzone dowody i wysłuchamy wersji Aleksa. Zapewniam cię jednak, że bez względu na to co powie, zostanie bezzwłocznie zwolniony ze stanowiska dyrektora finansowego i odbiorę mu udziały w Febo&Dobrzański. Nie potrzebni są nam tacy pracownicy.
M: Dziękuję, zadzwoń do mnie proszę i powiadom, o której będziesz w firmie. Ja będę się już zbierał. Do jutra.
K: Oczywiście synu.

Miał już dość na dzisiaj, ale mimo tego obiecał sobie i Uli, że musi załatwić tą sprawę z Pauliną. Podjechał więc pod dom i z lekką obawą przed reakcją Pauli wszedł do domu. W salonie zastał panią Jadzię bawiącą się z Marysią. Mała gdy tylko go zauważyła uwiesiła mu się na szyi.
M: Cześć kochanie, dzień dobry. Jest Paulina?
J: Pani Paulina jest w sypialni.
M: Dobrze. Mam prośbę, czy mogłaby pani wziąć Marysię do ogrodu? Muszę porozmawiać z Pauliną.
J: Oczywiście. – kobieta poszła z dziewczynką w wyznaczone miejsce, a Marek poszedł do sypialni.
M: Paulina musimy porozmawiać. – powiedział bez przywitania, do stojącej koło lustra żony.
P: Słucham.
M: Ale lepiej usiądź. – Paulina wykonała jego polecenie. – Paulina od jakiegoś czasu w naszym związku się nie układa. Nie jesteśmy ze sobą szczęśliwi, nie kochamy się. Żyjemy w innych światach, ja pracuję i opiekuję się Marysią, a ty całymi dniami nic nie robisz i wcale nie interesujesz się naszą córką. Tak dalej być nie może, ona nie zasługuje na takie traktowanie, ona nie jest niczemu winna. To my nie potrafimy się dogadać. Oskarżasz mnie ciągle o romanse, których nie miałem. Chciałbym stworzyć dla Marysi szczęśliwą i kochającą się rodzinę, z kobietą, którą kocham całym sercem i która to uczucie odwzajemnia. Znalazłem już taką kobietę i to nie jesteś ty. Dlatego postanowiłem, że powinniśmy się rozwieść. To będzie najlepsze rozwiązanie dla nas wszystkich.
Paulina chwilę nic nie mówiła, jednak w końcu się odezwała.
P: Marek masz rację, my nie pasujemy do siebie. Może kiedyś tak było. Przed pojawieniem się Marysi. Nie byłam wtedy gotowa na dziecko, miałam duże plany. Teraz już nie potrafię pokochać jej jak swojej córki. Po prostu nie potrafię. Powiedziałeś, że znalazłeś inną kobietę. To Ula prawda? – Marek pokiwał głową. – Wiem, że ona jest inna, lepsza ode mnie. Mam nadzieję, że przy niej znajdziecie szczęście, którego ja nie potrafiłam wam dać. Nie mam ci tego za złe. Miałam świadomość tego, że to tak się skończy. Zgadzam się na rozwód, proponuję bez orzekania o winie. Tak będzie szybciej, Marysia oczywiście zostaje z tobą. Nie będę ci tego utrudniać – Paulina powiedziała to wszystko ze spokojem, Marek był zdziwiony jej zachowaniem.
M: Dziękuję za wyrozumiałość, na siebie wezmę załatwienie i koszty rozwodu. Trzeba będzie zawiadomić rodziców. Może byśmy jutro do nich pojechali? Na razie spakuję kilka rzeczy swoich i Mani. Wyprowadzamy się do Uli. Jutro do ciebie zadzwonię. Pozew niedługo przyślę ci pocztą.
P: Niech będzie jak chcesz.
Marek spakował najpotrzebniejsze rzeczy i poszedł po Manię. Pożegnali się z Pauliną i ruszyli w stronę bloku w którym mieszka Ula. Marek odetchnął z ulgą.

Po dziesięciu minutach byli już pod jej drzwiami. Marek zadzwonił dzwonkiem i po chwili otworzyła im Ula.
Mar: Ciocia Ula!
M: Hej Ula możemy?
U: Cześć, jasne wchodźcie.
Marek rozpakował ubrania na wyznaczonych przez Ulę półkach. Usiedli w salonie.
U: Jak Paulina przyjęła wiadomość o rozwodzie?
M: Niespodziewanie dobrze. Nie zrobiła awantury tylko spokojnie mnie wysłuchała. Ustaliliśmy, że weźmiemy rozwód bez orzekania o winie. Mania zostanie ze mną. Jutro pojedziemy do rodziców ogłosić, że się rozstajemy. Zaopiekujesz się małą? Dostaniesz wolne w pracy.
U: Oczywiście nie ma problemu.
M: Dziękuję. Ula już nie mogę się doczekać, aż będę wolny. Wtedy stworzymy razem szczęśliwą rodzinę. – pocałował ją w czoło.
U: Ja też nie mogę się doczekać.

XUlaX
Utworzona: 2012-07-31 22:11 | Autor: XUlaX | Wiadomości: 169

Nazajutrz rano pierwszy obudził się Marek, wstał i poszedł zrobić śniadanie. Chociaż tak chciał się odwdzięczyć Uli za możliwość zostania w jej mieszkaniu przez kilka dni. Bardzo podobał mu się taki stan rzeczy, ale wiedział, że musi szybko poszukać czegoś własnego. W tym mieszkaniu było mało miejsca, on spał na kanapie w salonie. A Ula natomiast w swojej sypialni z Manią. Postanowił poszukać później jakiegoś dużego, a zarazem przytulnego mieszkania. W końcu po rozwodzie miał zamiar zamieszkać razem z Ulą już jako para. Bez chowania się po kątach z tą miłością. Wiedział, że muszą jeszcze trochę się wstrzymać, aż do chwili rozwodu. Po kilkunastu minutach śniadanie było gotowe, aromat kawy błyskawicznie przygnał do kuchni Ulę, zaraz za nią przydreptała też zaspana jeszcze Marysia. Wspólnie usiedli do posiłku, szybko zjedli ciepłe grzanki z pysznym dżemem porzeczkowym.
Po śniadaniu Marek zadzwonił do Pauliny, aby ustalić godzinę, w której pojadą do jego rodziców. Umówili się o jedenastej pod domem Pauliny, było przed dziesiątą, więc Marek miał jeszcze trochę czasu. Usiadł na kanapie obok Uli i oglądali program w telewizji.
U:, O której jedziesz do rodziców?
M: O jedenastej jadę po Paulinę. – Powiedział trochę spięty, Ula od razu to zauważyła.
U: Marek denerwujesz się?
M: Nie. – Powiedział wymijająco, lecz po chwili spotkał się ze wzrokiem Uli, ona zawsze wiedziała, kiedy kłamie. – Tak. – W końcu przyznał – Boję się ich reakcji, oni nic nie wiedzą o naszych problemach w małżeństwie. Zawsze, gdy byliśmy u nich stwarzaliśmy pozory szczęśliwej i kochającej się rodziny. Byliśmy dla siebie mili, a gdy tylko wychodziliśmy z ich domu zaczynały się wieczne kłótnie. Rodzice myślą, że jesteśmy z Paulą dla siebie stworzeni.
Jednak niezależnie od tego, jaka będzie ich reakcja ja nie zmienię zdania. Rozwodzę się z Pauliną, bo chce być z tobą. – Przytulił Ulę do siebie.
U: Marek myślę, że nie będzie źle. W końcu to twoi rodzice i powinni chcieć twojego szczęścia. A jeśli wytłumaczycie, że nie jesteście szczęśliwi to na pewno to zrozumieją.
M: Myślisz?
U: Tak.
M: Ula dziękuję ci za to, że mnie wspierasz. Dobra już po dziesiątej czas się zbierać. – Wstał z kanapy i szybko się ubrał. Po dziesięciu minutach wyszedł z mieszkania.

TYMCZASEM W PRACOWNI PSHEMKO
Ps: Izabello! Przedostatni projekt skończyłem! To nie jest takie trudne jak myślałem.
I: Brawo mistrzu to naprawdę świetna robota – powiedziała Iza wpatrując się z niedowierzaniem w projekty. Mimo tego, że pracuje z Pshemko już dobre sześć lat to nigdy nie widziała, aby bez marudzenia w dwa dni stworzył tyle projektów. Podejrzewała, że to zasługa tej Uli. Odkąd ona przyszła do Febo&Dobrzański mistrz ma wiele wspaniałych pomysłów.
Ps: Ta Ursula to skarb. Taka mądra, prędka i do tego piękna. Marek miał nosa zatrudniając ją w firmie. – Powiedział na potwierdzenie myśli Izy. – Izabello proszę mnie połączyć z Urszulą, muszę jej przekazać tą wspaniałą nowinę.
I: Ale Uli nie ma dzisiaj w pracy.
Ps: To na komórkę. – Powiedział zniecierpliwiony.
I: Już się robi. – Szybko wybrała numer Uli i podała Pshemko słuchawkę.
Ps: Halo? Ursula? Mam dla Ursuli wspaniałą wiadomość. Właśnie skończyłem przedostatni projekt! Do jutra skończę ze wszystkim.
U: Pshemko to cudowna wiadomość. Bardzo się cieszę, że ci się udało. Dziękuję.
Ps: To ja ci dziękuję Bella. Musisz koniecznie przyjechać dzisiaj do firmy i zobaczyć te dzieła.
U: Dobrze, zobaczę, co da się zrobić. Będę po południu.
Tymczasem Marek i Paulina podjeżdżali pod rezydencję Dobrzańskich seniorów. Oboje byli widocznie zdenerwowani. Nie wiedzieli, jakiej reakcji mają się spodziewać po Helenie i Krzysztofie. Wysiedli z samochodu i podeszli do drzwi, po chwili powitała ich Helena. Utonęli w ramionach rodziców, po przywitaniu przeszli do salonu.
H: Gdzie macie Manię?
M: Została z nianią. – Nie chciał na razie ujawniać, że mieszka z Ulą, zrobi to jak wszystko sobie wyjaśnią. – Ale to nieistotnie. Przyjechaliśmy do was, bo chcieliśmy wam coś powiedzieć.
H: Paulinko, jesteś w ciąży? – Powiedziała rozanielona już kobieta. Tym pytaniem zbiła młodych z tropu.
M: Nie mamo nie spodziewamy się dziecka. Przyszliśmy tu, bo….
P: Rozstajemy się. – Dokończyła. W pokoju zapanowała grobowa cisza. Helena i Krzysztof zamarli, wpatrywali się w Paulinę i Marka z niedowierzaniem.
H:, Co wy mówicie?! Jesteście taką wspaniałą parą! Macie dziecko. Marek przyznaj się masz kochankę?! – Wybuchła Helena.
M: Nie mamo! My nie jesteśmy szczęśliwi to są tylko pozory! My się już z Pauliną nie kochamy i to od dawna. To wszystko zaczęło się psuć po urodzeniu Marysi. Paula nie była gotowa na dziecko, zupełnie się nie interesowała małą. Ja wszystko przy niej robiłem. Początkowo to znosiłem, ale potem moje uczucie wygasło. Paulina niczym się nie interesowała. Wczoraj podjęliśmy decyzję, że się rozstajemy, tak będzie lepiej dla nas wszystkich, a szczególnie dla Mani.
H: Marek, co ty mówisz, Paulinko to prawda?
P: Tak Heleno, wszystko, co powiedział Marek to święta prawda. Rozstajemy się w zgodzie.
H:, Ale ja tego nie rozumiem! Nie wmawiajcie mi, że tylko o to chodzi, Marek masz kochankę! – Tym razem to Marek był zaskoczony, jego matka uważa, że to, że oni się nie kochają to nie ważne. Byle tylko nie miał kochanki.
M: Mamo, czy ty słyszysz, co ty mówisz? Dla ciebie to, że ja nie kocham Pauliny to nie jest ważne? To jest najważniejsze! Chcesz wiedzieć? Dobrze. Zakochałem się. Zakochałem się w Uli, mojej przyjaciółce. Ona daje mi ciepło, miłość i zrozumienie. To przy niej dopiero zrozumiałem, co to znaczy miłość.
H: W Uli? Tej wieśniaczce? No nie ten świat już zszedł na psy!
M: Mamo nie masz prawa tak o niej mówić! Ja ją kocham!
H: Kochasz ją, no niemożliwe! Ja się nie zgadzam! Nie zgadzam się, żeby ta ździra wychowywała moją wnuczkę.
K: Heleno! Co ty mówisz? – Odezwał się dotąd nic niemówiący Krzysztof – Nie masz prawa tak obrażać kobiety. Ona nie jest niczego winna. Marku, jeżeli kochasz tą Ulę i chcesz z nią być ja się zgadzam. Czuję, że ona może dać szczęście tobie i Marysi.
M: Dziękuję, tak chce z nią być. A ty mamo, jeżeli nie chcesz znać Uli to nie będziesz też znać mnie ani Mani. Nie pozwolę ci po raz kolejny wybierać żony!
H: Żony?! Ty jeszcze chcesz się z nią ożenić? Może jeszcze będziecie mieli dziecko?
M: Może. Dobrze, koniec tej rozmowy. To postanowione rozwodzimy się. Paula jedziemy?
P: Tak.
Obrażona Helena odwróciła się na pięcie i poszła do kuchni. Natomiast Krzysztof odprowadził młodych pod drzwi i powiedział do Marka.
K: Cokolwiek zrobisz ja będę cię wspierać. Macie gdzie mieszkać synu?
M: Tak, zatrzymaliśmy się u Uli na kilka dni.
K: Dobrze. Pozdrów Urszulę.
M: Dziękuję. Dowidzenia.
Wsiedli do samochodu, Marek odetchnął z ulgą. Nie spodziewał się, że rozmowa z rodzicami, a szczególnie z mamą będzie taka trudna. Ale on już postanowił i zdania nie zmieni. Jeżeli będzie musiał wybierać pomiędzy matką, a Ulą zdecydowanie wybierze Ulę.
Przez całą drogę powrotną panowała cisza, oboje musieli sobie to wszystko poukładać. Dopiero, gdy podjechali pod dom Pauliny, Marek odezwał się.
M; Jutro pojadę do adwokata. Załatwię wszystko tak jak ustaliliśmy.
P: Dobrze, trzeba jeszcze jutro ogłosić w firmie nasz rozwód, ale to nie będzie już takie trudne. Do jutra. – Wysiadła z samochodu. Marek ruszył w stronę mieszkania Uli.
Wszedł do domu i usiadł na kanapie, natychmiast znalazła się przy nim Ula.
U: Marek jak było?
M: Kiepsko, mama zaczęła się awanturować, zabroniła mi z tobą być. Natomiast tato stanął po mojej stronie.
U: Czegoś takiego się nie spodziewałam. To może skoro twoja mama się nam sprzeciwia to nie powinniśmy być razem.
M: Ula, co ty mówisz? Kocham cię i pragnę z tobą być jak z nikim innym, Mama mi tego nie zabroni.
U: Ale ja nie chcę żebyś się kłócili przeze mnie z mamą.
M: Ula, kochasz mnie?
U: Tak.
M: I to jest najważniejsze. Razem damy radę, nie myślmy już o tym.
U: Dobrze. Wiesz, co dzwonił do mnie Pshemko i powiedział, że skończył przedostatni projekt. Powiedział, że muszę go dzisiaj zobaczyć. Pojedziemy do firmy?
M; No coś ty? Nasz Pshemko tak szybko skończył? Pewnie, to zbieraj się jedziemy.


Marcia96
Utworzona: 2012-07-31 22:31 | Autor: Marcia96 | Wiadomości: 35

Paulina, świetny rozdział. Nie spodziewałam się, że matka Marka zareaguje na wiadomość o rozwodzie i o tym, że jej syn się zakochał aż tak źle. Za to Krzysztof załapał u mnie plusa. Mam nadzieję, że Helena szybko zrozumie swój błąd, może pozna Ulę i zobaczy, że jest wartościową kobietą, zdecydowanie wartą jej syna, a może porozmawia z Krzysztofem i wszystko sobie poukłada... mam przynajmniej taką nadzieję Dobrze tylko, że Paulina i Marek są zgodni co do tego, że powinni się rozstać, a nawet nie będzie wątpliwości, z którym z nich ma zostać Marysia. Wszystko ustalili i dobrze robią. U Uli i Marka miłość kwitnie - pięknie. Jestem ciekawa, czy także Paulina, wkrótce sobie kogoś znajdzie? Czekam na następny rozdział.
Pozdrawiam.

XUlaX
Utworzona: 2012-07-31 22:35 | Autor: XUlaX | Wiadomości: 169

Marcia,
Dziękuję za miłe słowa. Co do Pauliny i jej ewentualnej nowej miłości to jeszcze nie wiem jak to dalej pociągnę. Powiem tylko, że z Ulą i Markiem zachowa przyjazne relacje.
Wiesz co jednak co raz częściej zastanawiam się czy nie wrócić do opowiadania "Nigdy nie przestanę cię kochać". Mam już pewną koncepcję.

MalgosiaSz
Utworzona: 2012-08-01 17:08 | Autor: MalgosiaSz | Wiadomości: 838

Paulina.
Byłam trochę do tyłu, ale już nadrobiłam. Bardzo podoba mi się taki zdecydowany Marek. Sprzeciwił się matce i słusznie. Już samo podjęcie decyzji o rozwodzie było bardzo trudne, potem rozmowa z Pauliną, która przyjęła to tak spokojnie i przyznała mu rację. On bardzo dojrzał. Poza tym nie jest przecież sam. ma córkę i to jej przede wszystkim należy stworzyć spokojny, ciepły dom. Ten rozdział ujął mnie za serce, bo odniosłam wrażenie, że jeśli by zaszła taka potrzeba, Marek sprzeciwiłby się całemu światu, by być z ukochaną kobietą.
Mile zaskoczona jestem Krzysztofem. Wydawałoby się, że to z jego strony można oczekiwać sprzeciwu, a tu Helena stanęła okoniem. Mam nadzieję, że zrozumie i z większym szacunkiem będzie traktować Ulę.
Wiem, że wyjeżdżasz i liczę, że po powrocie znowu uraczysz nas równie pięknym rozdziałem.
Pozdrawiam.

XUlaX
Utworzona: 2012-08-21 11:46 | Autor: XUlaX | Wiadomości: 169

Dedykacja dla Gosi i Shabii.


Rozdział 9

Przez chwilę siedzieli w ciszy, oboje musieli sobie przemyśleć tą całą sytuację. Ula bardzo się przejęła słowami Marka, ona nie lubi jak ktoś jej nie akceptuje. A tym bardziej jak jest to ktoś z jej otoczenia, a Helena na pewno była taką osobą. Co prawda nie bardzo się znały, ostatnio rozmawiała z nią kilka lat temu, ale teraz gdy jest dziewczyną Marka i planują wspólną przyszłość to chce być akceptowana. Zastanawiała się o co chodzi Helenie, przecież nie zrobiła nic przeciwko niej.
U: Marek, co twoja mama o mnie mówiła? – zapytała przerywając ciszę.
Marek nie wiedział co ma odpowiedzieć, zdawał sobie sprawę z tego, że gdy powie Uli te wszystkie epitety ta załamie się. Doskonale ją znał i wiedział, że jest bardzo wrażliwa.
M: Ula to jest nie ważne. – odparł wymijająco.
U: Marek to jest ważne, chce wiedzieć co sądzi o mnie twoja rodzina. – powiedziała płaczliwie.
M: No dobrze. Moja mama nazwała cię wieśniaczką, powiedziała, że nie chce, abyś wychowywała jej wnuczkę. I rzuciła jeszcze kilka ostrych epitetów. – powiedział niepewnie, nie wiedział czego ma się spodziewać po jej zachowaniu. Spojrzał w jej oczy, ujrzał w nich łzy, które wielkości grochu spływały po jej twarzy. Marek kciukiem delikatnie otarł jej łzy i cicho powiedział.
M: Kochanie, nie przejmuj się tym. Moja mama jest jaka jest, dla niej najlepszą synową jest Paulina. Według niej byliśmy udanym małżeństwem, a doskonale wiesz, że to jest nie prawda. Nie kocham Pauliny, nikogo tak bardzo nie kochałem jak ciebie Ula. I moja mama tego nie zmieni, będę z tobą już zawsze. Chodź tu do mnie. – posadził ją sobie na kolanach i przytulił do siebie – Jesteś najcudowniejszą osobą na świecie. Bardzo cię kocham. Uśmiechnij się do mnie skarbie. – uśmiechnęła się do niego przez łzy, na jej policzki wypłynął rumieniec. Była zawstydzona tymi wszystkimi komplementami pod jej adresem. Nie była do tego przyzwyczajona.
U: Dziękuję Marek, że jesteś ze mną. Ja też kocham cię najmocniej na świecie.

KILKA GODZIN PÓŹNIEJ
Ula i Marek szli właśnie w kierunku pracowni, obiecali przecież Pshemko jeszcze dzisiaj obejrzeć projekty. Marysię zostawili u pani Jadzi, która zgodziła się nią zająć przez kilka godzin. Gdy weszli do środka natychmiast doskoczył do nich rozradowany mistrz.
Ps: Urszulo, Marku skończyłem! Skończyłem wszystkie projekty! Jesteśmy uratowani!
M: Bardzo się cieszymy Pshemko, dziękujemy, że się sprężyłeś. Dzięki temu zdążyliśmy na czas, jutro wysyłamy projekty do szwalni. Możemy je zobaczyć?
Ps: Oczywiście. Wojtuś, Wojtuś pokaż projekty. – chłopak szybko podał prezesowi teczkę.
Marek oglądał projekty z zachwytem, były jeszcze lepsze niż te poprzednie, zniszczone przez Adama.
M: Pshemko, one są genialne. A tak przy okazji, razem z Ulą dowiedzieliśmy się kto zniszczył te projekty. To robota Aleksa, zlecił Adamowi, aby zniszczył i podmienił te projekty. Powiedziałem o tym ojcu, był wściekły. Jutro najprawdopodobniej zwoła zebranie zarządu w tej sprawie. Aleks się z tego nie wywinie.
Ps: Ha! Wiedziałem, wiedziałem!
M: Pshemko tylko proszę cię nikomu ani słowa, dobrze?
Ps: Oczywiście Marco.
Wyszli z pracowni, byli pod wrażeniem szybkości w jakiej Pshemko stworzył prawie od podstaw nowe kreacje.
M: Ula chodźmy na chwilę do mojego gabinetu, sprawdzę pocztę.
U: Dobrze. – poszli do gabinetu, Marek usiadł przy biurku i włączył laptopa. Zaczął przeglądać pocztę, po chwili znalazł maila od Damiana.
M: Ula Damian wysłał nam ofertę jego firmy. Popatrz jest naprawdę interesująca. – podeszła do Marka – Reklamy w sieci, w gazetach i na billboardach. Ciekawa oferta, spójrz na cenę bardzo atrakcyjna.
U: Masz rację, ta cena na miesiąc jest dobra. Myślę, że powinniśmy podpisać z nimi umowę. Jednak dla pewności pokaż to ojcu.
M: Tak też zrobię, jutro po tym jak Aleks wyleci przedstawię to na zarządzie. Nie powinien mieć nic przeciwko.
U: Również tak myślę, to może być dobra współpraca. Odpisz Damianowi, że jutro to omówimy. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po naszej myśli.
Marek nie zdążył nic odpowiedzieć, ponieważ w tej chwili do gabinetu weszła Paulina. Ula, gdy ją tylko zobaczyła lekko się przestraszyła, nie wiedziała czego ma się spodziewać.
P: Witaj Marku, dzień dobry pani Urszulo. Możemy chwilę porozmawiać?
M: Oczywiście.
U: To ja już pójdę. – wyszła zdziwiona miłym zachowaniem Pauliny w stosunku niej.
„Marek miał rację, ona bardzo się zmieniła" -pomyślała Ula i usiadła przy swoim biurku, postanowiła wziąć się za wstępny kosztorys reklamy na jutrzejsze posiedzenie zarządu.

TYMCZASEM – GABINET ALEKSA
Aleksander Febo siedział właśnie w swoim gabinecie z chytrym uśmieszkiem. Mój plan się powiódł, jutro Mareczek poniesie klęskę.
„Wreszcie uda mi się wykurzyć z Febo&Dobrzański tego dupka” – pomyślał i potarł dłonie. Wygląda na to, że w końcu wygra tą wojnę. Pshemko nie zdąży do jutra zmienić tych wszystkich projektów, przy jego kaprysach to jest niewykonalne. Nikt się nie dowie, że to sprawka Aleksa. Gdy Krzysztof zobaczy te projekty będzie wściekły na Marka, że niczego nie dopilnował. Marek będzie się bronił, ale Krzysztof zwolni go z firmy. Wtedy Aleks wyskoczy ze swoim planem ratowania firmy i obejmie stanowisko prezesa. – Takie były plany Aleksa, miał nadzieję, ba był pewny, że tym razem mu się uda. Jego rozmyślanie przerwał dźwięk telefonu.
A: Witaj Krzysztof. Coś się stało?
K:………………………
A: Dobrze, rozumiem, jaki jest cel tego zebrania?
K:………………………
A: Aha, na pewno przyjdę. Do jutra. – zakończył rozmowę. Był zdziwiony Krzysztof zwołał zebranie zarządu, nie podał powodów takiej decyzji. Powiedział tylko, że to jest pilna sprawa. Jednak Aleks zbytnio się tym nie przejmował, myślał, że to tylko jakieś problemy z rozliczeniami albo coś podobnego. Zadzwonił do Adama, aby jak najszybciej do niego przyszedł.
Turek po pięciu minutach stawił się w gabinecie swojego szefa.
Ad: Słucham Aleks?
A: Adam, dzwonił do mnie stary Dobrzański i powiedział, że jutro będzie posiedzenie zarządu. Mówił, że to pilne, ale nie wiem o co chodzi. Sprawdź wszystkie papiery i przyjdź do mnie jeżeli wykryjesz błąd. To pewnie o to chodzi. – Adam wyraźnie się zestresował, on miał odmienne zdanie od swojego szefa.
Ad: Wiesz Aleks ja myślę, że to wcale nie o to chodzi.
A: A o co?
Ad: Aleksiu… No, bo wiesz Marek dowiedział się o tych projektach. No, że to my je zniszczyliśmy.
A: Co takiego? – Aleks był zdenerwowany – Ale skąd?
Ad: On mnie szantażował. Szefunciu no nie miałem innego wyjścia, powiedziałem mu, że to ty mi kazałeś. Inaczej by mnie zwolnił, a wiesz, że ja mam kredyt do spłacenia.
A: Ty kretynie! Ty pieprzony kretynie! Co ty zrobiłeś?? Już było tak dobrze! Musiałeś wszystko spieprzyć, jak zwykle! Ale ja się do niczego nie przyznam, powiem, że to ty to zrobiłeś. No i komu Krzysztof uwierzy? Co? Mnie czy tobie i temu swojemu synusiowi?? Odejdziesz razem z nim z tej firmy! Już ja o to zadbam. A teraz zejdź mi z oczu.

GODZINĘ PÓŹNIEJ
Pracownicy Febo&Dobrzański wychodzili właśnie z Sali konferencyjnej. Wszyscy byli zdziwieni tym co przed chwilą usłyszeli. Otóż Paulina i Marek ogłosili, że się rozwodzą, nie podali przyczyny tej decyzji. Nikt nie wiedział o co chodzi, przecież na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało idealnie. Mieli dziecko, dom, samochód, firmę i pieniądze. Po prostu żyć i nie umierać, tyle, że to były tylko pozory. Pracownicy składali im wyrazy współczucia, ale oni nie wyglądali na zmartwionych. Można nawet rzec, że są szczęśliwi, oboje nie czuli się w tym małżeństwie dobrze. Marek nie ujawnił jeszcze swojego związku z Ulą, postanowił, że poczeka z tym do czasu rozwodu. Tak będzie lepiej, nie chciał, aby Ula była narażona na jakieś niepochlebne komentarze. Już wystarczyło to, że jego mama nie chce jej znać.
W prywatnej rozmowie postanowili, że Paulina zachowa swoje dwadzieścia pięć procent udziałów i będzie pełniła tą samą funkcję w firmie co dotychczas.
Marek powiadomił Paulę, że nazajutrz wybiera się do adwokata, ona w pełni poparła jego decyzję. Oboje chcieli mieć to jak najszybciej za sobą.
Gdy Marek miał już wchodzić do swojego gabinetu w sekretariacie zaczepił go Sebastian.
S: Stary co jest? Czemu ja nic nie wiem? – zapytał.
M: Seba nie rozmawiajmy teraz. Może spotkamy się po pracy w 69?
S: No widzę, że naszła cię chęć na panienki?
M: Nie Sebastian. Mam ochotę się napić, porozmawiamy spokojnie.
S: No dobrze, to za pół godziny koło windy.
M: Stoi. – Sebastian poszedł do siebie, a Marek poczekał chwilę na Ulę, która poszła zrobić sobie kawy.
M: Ula nie masz nic przeciwko, że po pracy spotkam się z Sebastianem?
U: Nie oczywiście, że nie.
M: Dobrze. Obierzesz Manię od pani Jadzi? Weź mój samochód. Pojedziemy taksówką.
U: Nie ma sprawy, daj znać o której wrócisz.
M: Dobrze. –dał jej szybkiego buziaka w usta tak, aby nikt nie zauważył i szepnął jej do ucha – Kocham cię skarbie.
U: Ja ciebie też Marek. – odpowiedziała równie cicho.



MalgosiaSz
Utworzona: 2012-08-21 12:34 | Autor: MalgosiaSz | Wiadomości: 838

Paulina.

Przede wszystkim dziękuję za dedykację. Nie spodziewałam się. To bardzo miłe.
Teraz kilka słów o rozdziale. Pisząc poprzedni komentarz wyraziłam nadzieję, że jednak do Heleny coś dotrze, tym bardziej, że i Paulina chce tego rozwodu. Czy ona myśli, że ma taką moc sprawczą i na siłę utrzyma małżeństwo syna? O święta naiwności. To jak zachowują się Marek i Paulina względem siebie jest godne szacunku. Oboje wykazali wielką klasę i rozstają się w zgodzie. Oboje starają się ułożyć sobie życie z kimś innym.
Ulę boli, że Helena nie chce ją zaakceptować, jednak myślę, że z czasem przekona się do niej. To, że mówi, iż nie chce by Ula wychowywała jej wnuczkę, to tylko niegroźna przekora. Na szczęście nie ma nic do powiedzenia w tej sprawie, bo dziecko ma ojca i matkę, choć mam nadzieję, że Paula bez przeszkód zrzeknie się opieki nad małą. Helena powinna zachować więcej zdrowego rozsądku, bo może być tak, że nie będzie oglądała wnuczki w ogóle.
Wreszcie Alex. W Twoim opowiadaniu to prawdziwy tchórz. Niby chce się mścić, robić pod górkę Markowi, działać na niekorzyść firmy, a jednak nie ma odwagi i robi sobie z Turka narzędzie do brudnej roboty. To, że prawda wyszła na jaw też nie powoduje, że przyjmie porażkę na tzw. klatę. Postanawia pogrążyć księgowego, co również jest tchórzostwem. Jestem bardzo ciekawa tego zarządu i sposobu w jaki Alex będzie się bronił.
Marek murem stoi przy Uli i broni jej przed Heleną. To bardzo dobrze o nim świadczy. Jest pewien swoich uczuć i stara się ze wszystkich sił, by być razem z nią.
Świetna część. Zaostrzyłaś mój apetyt na kolejne.
Serdecznie Cię pozdrawiam.

XUlaX
Utworzona: 2012-08-21 12:45 | Autor: XUlaX | Wiadomości: 169

Gosiu,
dziękuję za komentarz. Paulina bez problemu zrzeknie się prawa do Mani, po co ma być jej prawnym opiekunem skoro w ogóle się nią nie interesuje? Natomiast Helena dalej będzie nieugięta.
Następny rozdział pojawi się najprawdopodobniej do końca tygodnia.

MalgosiaSz
Utworzona: 2012-08-21 12:58 | Autor: MalgosiaSz | Wiadomości: 838

No, no. Robisz z Heleny twardą kobietę. W serialu nie wyglądała mi na taką, choć przecież też usiłowała przekonać Marka do swoich racji. Bardzo się cieszę, że tak szybko dodasz.

XUlaX
Utworzona: 2012-08-21 13:05 | Autor: XUlaX | Wiadomości: 169

Gosiu, tak naprawdę to nic nie obiecuję. Mam troszkę pracy, mój wujek poprosił mnie, abym dała mu swój stary telefon no i teraz męczę się ze starym oprogramowaniem i wysyłaniem MMS'ów. Może uda mi się coś wrzucić.

Shabii
Utworzona: 2012-08-21 13:09 | Autor: Shabii | Wiadomości: 178

Paulinko.

Dziękuję pięknie za dedykację. Rozdział bardzo fajny. Bardzo spodobało mi się to, że Marek był szczery z Ulą. Powiedział jej, że Helena nie popiera ich związku, powiedział, że nie darzy jej sympatią. Ula spodziewała się takiej odpowiedzi. Widziała i czuła, że Helena nie będzie jej kibicować. Dla seniorki Dobrzańskiej to Paulina jest jedyną kobietą dla jej syna. Pięknie opisałaś to, jak Marek uspokajał Ulę, jak wyznawał jej miłość. Kolejny raz zadziwia mnie Paulina. Faktycznie się zmieniła. Nie robi Markowi wyrzutów, nie obraża Uli i jest zgodna jeśli chodzi o rozwód. Widać, że i ona kończy się w tym związku. Nie jest szczęśliwa i wie, że lepiej jej będzie bez Marka. Wierzyłam w pana Wieńczysława. Wiedziałam, że uda mu się stworzyć raz jeszcze te projekty. Może i Pshemko jest trochę roztrzepany ale jak się uprze to da radę. Ten Turek to jest jednak głupi jak stodoła. Mógł nic nie mówić Aleksowi o tym, że Marek wie o podstępie. Krzysztof by go zaskoczył i nie wiedziałby co ma powiedzieć a tak, Aleks już wie co jest na rzeczy i z pewnością wymyśli dla siebie jakieś wytłumaczenie. Mam nadzieję, że Krzysztof nie da sobie zmydlić oczu i wyleje go z firmy. Nie wiem dlaczego, ale jak przeczytałam o 69 to troszkę się zaniepokoiłam. Wiem, że Marek się zmienił, że jest wierny Uli, ale jednak boję się. Człowiek po alkoholu robi różne głupie rzeczy. Mam nadzieję, że Sebastian nie namówi go na nic głupiego. Czekam na kolejną część i serdecznie pozdrawiam.


orchid94
Utworzona: 2012-08-22 13:48 | Autor: orchid94 | Wiadomości: 62

Piękna notka Taka optymistyczna. Mam nadzieję, że Aleksowi nie uda się wywinąć. Dobrze, że Paulina tak się zmieniła, jest spokojna i chyba szczęśliwsza niż dusząc się w małżeństwie "nie z rozsądku, a z braku rozumu" jak to kiedyś ujęła Ula. No i Pshemko się sprężył, jak nigdy. Wszystko się układa. Szkoda, że Adam chlapnął Aleksowi w czym rzecz, ale już trudno. Jedyne, co napawa smutkiem, to słowa, głównie Heleny o Uli. Mam nadzieję, że Marek nie pozwoli się nimi jednak ukochanej przejmować. Nie dziwię się, że wszyscy są zaskoczeni rozstaniem Pauliny i Marka, bo pozornie to był idealny związek, ale prawdy nie znali, a w rzeczywistości wcale tak kolorowo nie było. No, ale już koniec, teraz Marek jest z kobietą, którą kocha, Paulina też wydaje się szczęśliwsza i może ułoży sobie życie. Notka świetna, czekam na kolejne Bardzo serdecznie pozdrawiam :*

XUlaX
Utworzona: 2012-08-23 18:18 | Autor: XUlaX | Wiadomości: 169

Rozdział 10

Siedzieli w klubie 69, Dawno nie mieli okazji porozmawiać ze sobą. Najpierw sprawa z Ulą, teraz problemy z Aleksem, to sprawiło, że Sebastian nie wiedział co dzieje się w życiu jego kumpla. Dzisiaj dowiedział się, że Marek się rozwodzi, wiedział, że nie układa mu się w małżeństwie z Pauliną, ale nie przypuszczał się posunie do takiego kroku. Przez dziesięć minut siedzieli w ciszy, pierwszy odezwał się Seba.
S: Marek możesz mi powiedzieć, co się dzieje? Wcześniej nie chciałeś się rozwodzić, a teraz, co się zmieniło?
M: Po prostu to przemyślałem. A poza tym zakochałem się.
S: Zakochałeś się, w kim? – Sebastian był zdziwiony, jego przyjaciel się zakochał!
M: W Uli. – Powiedział krótko, na te słowa Sebastian zakrztusił się pitym właśnie trunkiem.
S: W Uli? Tej Uli? Twojej przyjaciółce?
M: Tak Sebastian w tej samej.
S: Tak nagle? Jeszcze dwa tygodnie temu nic nie mówiłeś.
M: To dojrzewało we mnie od dawna, dopiero, gdy Ula zaczęła pracować w FD zrozumiałem, że ją kocham. Ona też mnie kocha.
S: Nie no chłopie, ale się porobiło. Nie spodziewałem się. Gratuluję.
M: Dzięki. Seba tylko proszę cię nikomu nie mów. Chcemy to ukrywać dopóki nie wezmę rozwodu. Wiesz tylko ty, Paulina i moi rodzice. Okey?
S: Nie ma sprawy. Właśnie, a co na to twoi rodzice? A Marysia zostaje z Pauliną czy z tobą? – Zasypał go gradem pytań.
M: Moja mama zabroniła mi być z Ulą, wyzwała ją od najgorszych, jednak to mnie nie obchodzi. Nie pozwolę jej ułożyć mi życia po raz kolejny. Natomiast tata jest po mojej stronie, mogę powiedzieć, że nawet się ucieszył na tą wiadomość. Marysia oczywiście zostaje ze mną, wyobrażasz sobie Paulinę samotnie ją wychowującą? Ja nie, przecież ona w ogóle się nią nie interesuje. Zresztą ustaliłem to z Paulą, nie będzie robić z tym problemów. Mania jest bardziej związana z Ulą niż ze swoją prawdziwą matką. Swoją drogą myślę, że Ula bardzo dobrze ją zastąpi. Dość o mnie, co u ciebie? Jak z Violką?
S: Z Violettą jest wspaniale, no po prostu cudownie. Zostaniemy rodzicami.
M: Sebastian naprawdę? Nie no stary świetnie.
S: Stary…To słowo nabierze dla mnie nowego znaczenia.
M:, W którym jest miesiącu?
S: Pierwszy? Drugi? Cholera nie pamiętam. – Powiedział Sebastian. Był coraz bardziej pijany, więc nie ma się, co dziwić, że stracił jasność myślenia. Marek tylko śmiał się ze swojego przyjaciela.
„Ale się porobiło, Sebastian będzie ojcem. No nie.”- Pomyślał.
M: Wiesz, dziwię się tylko, że Violetta wytrzymała i nie pisła ani słowa.
S: Może, dlatego, że nadal jest w szoku. A u ciebie jak tam? Będzie jakiś dzidziuś?
M: Seba daj spokój. My jeszcze nawet ze sobą nie spaliśmy.
S:, Co? No nie wytrzymam! Marek masz laskę i jeszcze jej nie przeleciałeś? – śmiał się w niebogłosy.
M: Wyobraź sobie, że nie. Ula nie jest jeszcze gotowa. A ja poczekam ile będzie trzeba.
S: To może załatwić ci jakąś na jedną noc? Lepiej się poczujesz. – Sebastian już nie zdawał sobie sprawy z tego, co mówi.
M: Daruj sobie. Na dzisiaj koniec, zamówię taksówkę i podrzucę cię do domu. – Zadzwonił pod właściwy numer.
Marek w przeciwieństwie do Sebastiana nie był pijany. Wypił tylko trzy kieliszki wódki, przy kilkunastu Seby. Jutro miał zebranie zarządu i musiał być przytomny. No, ale nie ma się, co dziwić Sebie, że wypił więcej w końcu cieszył się, że będzie ojcem.

Nazajutrz w firmie była dość nerwowa atmosfera. Tego dnia miało się odbyć zebranie zarządu. Mimo tego, że pracownicy nie wiedzieli, o co chodzi to czuli niepokój. Zawsze takie natychmiastowe zebrania zarządu oznaczały coś poważnego. Bali się, że ktoś z nich może stracić pracę.
Ula i Marek również byli zdenerwowani, nie wiedzieli, co Krzysztof zamierza zrobić z Aleksem. Mimo tego, że ten zapewnił, że potraktuje Aleksa kategorycznie to wiedzieli, że Febo może go omamić. Szczególnie Marek znał to postępowanie Aleksa. Wiele rzeczy, które zrobił uszły mu płazem tylko, dlatego, że potrafi umiejętnie manipulować ludźmi. Mieli jednak nadzieję, że tym razem tak nie będzie. Zbliżała się godzina dziesiąta, więc Marek musiał udać się do Sali konferencyjnej. Wyszedł z gabinetu i powiedział do Uli siedzącej nad jakimiś wykresami.
M: Ula trzymaj kciuki, idę na zebranie.
U: Nie denerwuj się, wszystko będzie dobrze. – Korzystając z okazji, że nikogo nie było na korytarzu pocałowała go szybko w usta. – Powodzenia.
M: Nie dziękuję. – Uśmiechnął się lekko i ruszył w stronę pomieszczenia.

Gdy wszedł do środka wszyscy już byli, zajął miejsce koło Pauliny. Krzysztof wstał i zaczął mówić.
K: Otwieram posiedzenie zarządu. Dostaliśmy informację, że jeden z współwłaścicieli tej firmy działa na jej niekorzyść. Aleksie jak odniesiesz się do tego. – Podał mu kilka kartek, były na nich zniszczone projekty Pshemko.
Aleks założył na swoją twarz maskę zaskoczenia, umiał doskonale grać.
A: Nie mam pojęcia, co to jest.
M: Nie? A mi się wydaje, że jest inaczej! Adam wszystko mi powiedział, powiedział, że to ty kazałeś mu zniszczyć te projekty, abyśmy nie zdążyli z wysłaniem ich do szwalni. Tym razem się nie wywiniesz.
P: Co takiego? – Paulina była w totalnym szoku. – Aleks co ty zrobiłeś?
A: Bella to brednie. Co ty opowiadasz nędzny prezesie?! Ja nie miałem nic z tym wspólnego. To była inicjatywa tylko i wyłącznie Turka!
K: Aleks rozmawiałem z Adamem, powiedział dokładnie to samo, co usłyszeliśmy przed chwilą od Marka. Zresztą mamy dowód, że w przed dzień tego jak mistrz dotarł do tych projektów ty i Adam siedzieliście do późna. Możesz to wyjaśnić?
A: Nie mam zamiaru niczego wyjaśniać.
K: Nie musisz. Marku czy chcesz coś jeszcze dodać?
M: Nie, to wszystko.
K: W takim razie, Aleksie proszę żebyś opuścił salę. Pozostali członkowie zarządu zadecydują o twoim losie.

Aleks wpadł jak burza do pokoju księgowego.
A: Jestem skończony! Mogę się pakować!
Ad: Zwolnił cię?
A: Jeszcze nie! Ale i tak to zrobi. A to wszystko przez ciebie ty pieprzony kretynie!
Ad: Nie no, Aleksiu może nie będzie tak źle.
A: Pieprz się. – Powiedział i wyszedł, nie obchodziło go to, co mówił Turek.

Po dwudziestu minutach Krzysztof poprosił Aleksa z powrotem do Sali konferencyjnej.
K: Aleksie, podjęliśmy decyzję. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że powinieneś odejść z Febo&Dobrzański i oddać dwadzieścia pięć procent udziałów tej firmy. Decyzja jest nie podważalna. Zamykam posiedzenie zarządu. Paulino, Marku proszę o zostanie na chwilę. Marku, możesz poprosić Urszulę?
M: Jasne.
Aleks siedział nic się nie odzywając, był zaskoczony. Nie tym, że go wyrzucili i odebrali mu udziały, tego się spodziewał. Był jednak zaskoczony tym, że nawet Paulina się za nim nie wstawiła. Wstał z miejsca i bez słowa wyszedł z Sali.
Po pięciu minutach do konferencyjnej weszła Ula, na widok Heleny spięła się nieznacznie. Zajęła miejsce naprzeciwko Marka.
K: Marku, słuchamy. Chcesz nam przedstawić jakiś pomysł.
M: Tak, tak. – Marek wstał i dokładnie opowiedział o ofercie złożonej przez Przemka. Przedstawił kosztorys oraz krótką prezentację przysłaną przez jego firmę. Krzysztof był pod ogromnym wrażeniem. Po chwili zastanowienia powiedział.
K: Synu, to jest bardzo dobra propozycja. Daję ci zielone światło, nawiążemy współpracę z tą firmą.
M: Dziękuję tato, w takim razie jutro umówię się z Przemkiem i omówimy szczegóły. To wszystko?
K: Jeszcze jedna sprawa. Myślałeś już, kto zajmie miejsce Aleksa?
M: Myślałem nad Adamem, ale ze względu na jego braterstwo z Aleksem uważam, że to nie jest dobry pomysł. Pewnie zatrudnimy kogoś z zewnątrz. Poszukam kogoś w biurze pracy.
U: Myślę, że to nie będzie potrzebne. Marek pamiętasz moją przyjaciółkę Dorotę? Ona była z nami na tym wypadzie, gdzie się poznaliśmy. – Tylko oni wiedzieli, o co chodzi. Pozostali tylko im się przysłuchiwali.
M: Tak, wyjechała do Anglii razem z Maćkiem. Co z nią?
U: On skończyła ekonomię, pracowała w kilku bankach w Anglii, ale ją zwolnili. Teraz nie może znaleźć pracy. Myślę, że moglibyśmy ją zatrudnić.
M: Myślisz, że chciałaby wrócić do Polski?
U: Na pewno, rozmawiałam z nią niedawno bardzo tęskni za ojczyzną.
H: Ja przepraszam bardzo, ale ty nie masz odpowiednich kompetencji, ani pozycji w tej firmie, aby decydować, kto ma być dyrektorem finansowych.
M: Mamo daj spokój, znam Dorotę i myślę, że sobie poradzi. Ula zadzwoń do niej i zapytaj się czy mogłaby przyjechać na rozmowę, najlepiej w tym tygodniu. Do tej pory prosiłbym cię, abyś ty objęła to stanowisko. Finanse nie mogą być pod wodzą Adama. Gdy Dorota zacznie pracę wdrożysz ją we wszystko i wrócisz na swoje stanowisko. Dobrze?
U: Dobrze, zgadzam się.
H: No nie! To szczyt wszystkiego!
P: Heleno, Ula na pewno sobie poradzi. – Niespodziewanie stanęła w obronie Uli.
K: Cieszę się, że wszystko sobie ustaliliśmy. Kochani działajcie, mam nadzieję, że wszystko się uda.


MalgosiaSz
Utworzona: 2012-08-23 19:23 | Autor: MalgosiaSz | Wiadomości: 838

No pięknie. Wreszcie Krzysztof przejrzał na oczy i wywalił diabelskiego FE z firmy. Aleksiu sam sobie jest winien. Nawet wobec tak oczywistych dowodów jeszcze się tchórzliwie wypierał chcąc całą winę zwalić na Adama.
Byłam bardzo ciekawa tego, co wydarzy się na zarządzie. Zaskoczyłaś mnie podwójnie. Raz dlatego, że Paulina wstawiła się za Ulą, a dwa dlatego, że nie spodziewałam się tak twardej postawy Heleny wobec Uli. Tym bardziej to dziwne, że już niemal była żona Marka ją akceptuje, a jego własna matka , nie. Chyba powinny ze sobą porozmawiać. Mam tu na myśli Paulę i Helenę.
Sebulek będzie tatusiem. Rozbawił mnie tym, że nawet nie pamięta, w którym miesiącu ciąży jest Violetta. To musiał być jednak dla niego wielki szok. Nie pozostało mu nic innego, jak tylko zapić jego skutki alkoholem.
Teraz kochana to ja czekam na rozwód. Mam nadzieję, że będzie aksamitny.
Bardzo dziękuję za tą część i niecierpliwie czekam na kolejną.
Pozdrawiam.

orchid94
Utworzona: 2012-08-26 16:46 | Autor: orchid94 | Wiadomości: 62

Hej Notka bardzo mi się podobała. Fajnie, że przyjaciele (Marek i Seba) mogli sobie spokojnie pogadać. Czasem jest to bardzo potrzebne. Widzę, że w życiu obu panów sporo się zmieniło. Dialog z Sebą był od pewnego momentub trochę utrudniony przez ilość spożytego alkoholu, ale nic dziwnego - taka okazja Seba tatusiem - dasz wiarę Nie no gratuluję i bardzo się cieszę, nawet zaczęłam sobie wyobrażać Sebastiana w tej roli. Przyjaciel był zaskoczony stanem zakochania Marka, bo nic nie wiedział wcześniej. Oczywiście, że mała zostanie z Markiem, bo z Pauliną, to ja sobie tego nie wyobrażam w tej sytuacji. Marek z resztą na pewno nie będzie miał nic przeciwko, jeśli Paula będzie chciała ją zobaczyć. Ojjj biedny Sebuś, nawet nie pamięta, w którym miesiącu ciąży jest Viola, no, ale można wybaczyć w takim stanie. Trochę mi się nie podobało zachowanie Seby pod koniec "Co? No nie wytrzymam! Marek masz laskę i jeszcze jej nie przeleciałeś? – śmiał się w niebogłosy." i to, że zaproponował panienkę na jedną noc, ale punkt dla Marka - on nie był pijany, nie skorzystał, wybaczył przyjacielowi i zakończył 'imprezę'. No ja też się bałam zebrania zarządu, ale na szczęście wszystko się układa. Aleks już mieszał nie będzie, a Paulina stanęła po stronie Uli. No i bardzo się z tego Cieszę, że Paula poparła Ulkę, widać, że się zmieniła, Marek jest za i Krzysztof też, więc Helena została przegłosowana. Może Paulina powinna pogadać z byłą teściową, i to złagodziłoby stosunek matki Marka do Uli choć trochę? Pomyśl o takiej oczyszczającej rozmowie Fajna notka i czekam na kolejne Bardzo serdecznie pozdrawiam

XUlaX
Utworzona: 2012-08-26 18:20 | Autor: XUlaX | Wiadomości: 169

Z dedykacją dla Izy

Rozdział 11

Wyszli z Sali konferencyjnej, z Uli i Marka zszedł cały stres. Cieszyli się, że Aleks w końcu został zwolniony z firmy, wreszcie będą mogli pracować bez strachu o ciągłe przekręty Febo.
K: My już lecimy. Trzymajcie się dzieci. – Podszedł do Uli i Marka.
M: Dowidzenia tato. Dziękuję, że zadziałałeś w sprawie Aleksa.
K: Nie ma, za co synu. Wreszcie zauważyłem, że on nie jest wcale taki święty, za jakiego go miałem. Żałuję, że wcześniej nie przejrzałem na oczy. Tyle problemów by nas ominęło.
U: Panie Krzysztofie było minęło. Ważne, że od teraz będzie już dobrze.
K: Masz rację Urszulo. – Ucałował jej dłoń. – Uciekam, Helena pewnie się niecierpliwi. – Odszedł w stronę wind.
Stali jeszcze chwilę na środku korytarza, gdy podeszła do nich Paulina.
P: Marku, czy mogę wyjść na kilka godzin? Chciałabym zrobić rozeznanie w sklepach jubilerskich, Pshemko niedługo będzie domagał się biżuterii do kreacji.
M: Oczywiście Paula.
P: Dziękuję – już miała odchodzić, gdy zatrzymała ją Ula.
U: Pani Paulino.
P: Tak? – Odwróciła się jak na komendę.
U: Chciałam pani podziękować za to, że wsparła mnie pani przed mamą Marka. Ona delikatnie mówiąc mnie nie lubi.
P: Nie ma, za co. Gdybym nie uważała, że pani sobie poradzi na pewno bym tego nie zrobiła. Wiem, że Helena pani nie toleruje, słyszałam te przykre słowa, które wypowiedziała na pani temat. Proszę mi mówić po imieniu, tak będzie przyjemniej. Paulina. – Wyciągnęła do niej rękę.
U: Dziękuję. Oczywiście. Ula. – Uścisnęła jej dłoń.
P: Muszę już iść. Do zobaczenia później.
U, M: Cześć. – Ula i Marek weszli do jego gabinetu.
M: Ula zadzwonisz do Doroty? Chciałbym wiedzieć czy przyjmie naszą propozycję.
U: Jasne, już dzwonię. – Wyciągnęła telefon i wybrała odpowiedni numer. Po kilku sygnałach usłyszała głos przyjaciółki – Cześć Dorotko.
D: Ula? Dawno się nie odzywałaś. Co u ciebie?
U: Wszystko dobrze, znalazłam nową pracę. A u ciebie?
D: A ja nadal bez pracy. Ale mam jedną dobrą wiadomość. Zaręczyłam się z Maćkiem!
U: Z Maćkiem? No coś ty! Gratuluję. A co do pracy to chyba znalazłam ci posadę. Tylko czy chciałabyś wrócić do Polski?
D: Oczywiście, o niczym innym nie marzę. Maciek zresztą też, co to za praca?
U: W firmie, w której pracuję potrzebny jest dyrektor finansowy. Zgadzasz się?
D: Pewnie!
U: Znakomicie, w takim razie mogłabyś przyjechać do końca tygodnia na rozmowę?
D: Dobrze i tak nie mam tu nic do roboty. Myślę, że w piątek będę mogła przyjechać. Dam ci znać, w takim razie zaraz zabukuję bilet.
U: Okey, zawiadom mnie, o której przylecisz. To do zobaczenia.
D: Pa. – Ula rozłączyła się, miała na ustach szeroki uśmiech.
U: Zgodziła się, przyleci w piątek. Marek nie uwierzysz.
M: Co się stało?
U: Dorota zaręczyła się z Maćkiem.
M: Z Maćkiem? Nie sądziłem, że coś z tego będzie.
U: Ja też nie, widocznie są dla siebie przeznaczeni.
M: Tak jak my. – Przytulił ją do siebie i namiętnie pocałował.

TRZY MIESIĄCE PÓŹNIEJ

-Sąd Rejonowy w Warszawie orzeka, iż małżeństwo zawarte dnia 14 maja 2006 roku, przez Paulinę Febo-Dobrzańską i Marka Dobrzańskiego, zostaje rozwiązane bez orzekania o winie. Nieletnia Maria Helena Dobrzańska zostaje pod opieką ojca. Ze względu na widoczny brak zainteresowanie córką, sąd odbiera matce prawa do opieki nad dzieckiem.
Marek z radością wsłuchiwał się w wyrok wydany przez Sąd. Tego dnia zakończył się kolejny, niezbyt udany rozdział w jego życiu Pt. „Małżeństwo z Pauliną”.

Wyszedł z budynku razem z Pauliną.
M: Cieszę się, że wszystko tak szybko poszło.
P: Ja też. Życzę ci, przepraszam wam szczęścia. To, co przyjaciele?
M: Przyjaciele. – Przytulili się po przyjacielsku i pożegnali się.
Rozejrzał się i po chwili zauważył Ulę z Marysią goniące się po trawie. Podszedł do nich.
U: No i jak?
M: Znakomicie. Wreszcie jestem wolny, teraz możemy być naprawdę razem. – Przytulił ją do siebie. W tym momencie zaczął sypać śnieg. Nic dziwnego, w końcu to był początek grudnia.
U: Bardzo się cieszę kochanie. – Pocałował ją w usta.
M: Ja też się ogromnie cieszę. Z tej okazji zapraszam cię na pyszny obiad.
U: Bardzo chętnie, jestem głodna jak wilk. – Udali się w stronę pobliskiej resteuracji.

Weszli do mieszkania Marka, było już kilka minut przed siódmą. Byli szczęśliwi, to był bardzo udany dzień. Po obiedzie wybrali się do kina, Marysia zaciągnęła ich na bajkę.
Rozebrali się, Ula pomogła Markowi w przygotowaniu kolacji. Po kilkunastu minutach siedzieli przy stole zajadając się kanapkami.
U: Już późno, będę się zbierać. – Powiedziała zerkając na zegarek.
M: Ula zostań. Napijemy się wina, porozmawiamy. Nie daj się prosić.
U: No dobrze, niech ci będzie.
M: Mania szoruj się myć i idziemy spać.
Man: Ciociu przeczytasz mi bajkę?
M: Oczywiście.
Po pół godzinie Marysia już spała. Ula i Marek usiedli w salonie sącząc wino.
M: Ula trzeba powiedzieć twojej rodzinie, że jesteśmy razem. Ludzie z firmy też nic nie wiedzą.
U: Masz rację, zrobimy to w najbliższym czasie. Zwołamy zebranie dla pracowników.
M: Zgoda. – Przystał na jej propozycję. – To, co robimy? Obejrzymy jakiś film?
U: Nie, myślałam, że zajmiemy się, czym innym. – Zaczęła go całować.
M: Jesteś tego pewna?
U: Jak niczego innego.
Marek był zachwycony, odstawił kieliszki i niemal rzucił się na nią. Obcałowywał każdy skrawek jej twarzy, pocałunkami znaczył kształt jej ust. Odpinał guziki jej satynowej bluzeczki, z pocałunkami przeniósł się teraz na jej brzuch. Ona nie była mu dłużna, drżącymi rękami ściągała jego koszulę. Przerwał na chwilę, usadził ją sobie na kolanach i szybkim ruchem odpiął jej biustonosz. Z delikatnością pieścił jej piersi jednocześnie całując ją w usta. Wstał, objęła go nogami w pasie, udali się do sypialni. Postawił ją, rozpiął zamek spódniczki, która natychmiast opadła na ziemię. Po chwili jej los podzieliły figi Uli. Marek stał przez chwilę bez ruchu, napawał się pięknem jego ukochanej.
M: Jesteś piękna. – Szepnął cicho, na jego słowa na jej twarzy pojawiły się dwa urocze rumieńce.
M: Nie wstydź się kochanie. – Szybko pozbył się swojej garderoby i wrócił do przerwanej czynności. Całował jej ciało z niewyobrażalną czcią, ona błądziła rękami po jego plecach. Ułożył ja łóżku i zawisł nad nią, chwilę jeszcze pieścił jej ciało, gdy nie wytrzymał i wszedł w nią. Zaparło jej dech, początkowy ból po chwili zamienił się w nieopisaną rozkosz.

Weszli do gabinetu Marka, usiedli na kanapie i wyjęli papiery. Zaczęli czytać list od Przemka, podał im ceny usług, którymi Marek był zainteresowany. Umówili się na niedzielę na podpisanie umowy. Do tego czasu mieli pomyśleć nad wyglądem tych reklam i ostatecznie umówić z zarządem ich współpracę. Marek włączył laptopa i odpisał Przemkowi, że zgadza się na te warunki.
Ula poszła spakować swoje rzeczy, od dzisiaj zaczynała zastępować Aleksa na stanowisku dyrektora finansowego. Po kilkunastu minutach była już w swoim tymczasowym gabinecie. Marek wprowadził ją w bieżące sprawy i razem udali się do Sali konferencyjnej. Mieli ogłosić, że są razem. Weszli do pomieszczenia, byli już wszyscy pracownicy oraz rodzice Marka. Nikt oprócz Dobrzańskich seniorów, Seby oraz Pauliny nie wiedział o ich związku.
M: Kochani zebraliśmy się tu, ponieważ ja i Ula chcieliśmy wam coś ogłosić. Jesteśmy razem, bardzo się kochamy i chcemy zacząć wspólne życie. Uprzedzając wasze pytania, z Ulą spotykałem się jeszcze podczas trwania małżeństwa z Pauliną. To nie przez nią rozwiodłem się z Paulą, ona tylko otworzyła mi oczy na niektóre sprawy.
Nagle na Sali rozległ się dźwięk tłuczonego szkła, to szklanka, którą upuściła Helena. Była zaskoczona, że Marek tak spokojnie o tym wszystkim mówi.
„Przecież on się kompromituje! Ja nie mam zamiaru na to patrzeć.”- Pomyślała i wyszła z gabinetu. Paulina wyszła za nią, już wiedziała, co ma zrobić.
Pracownicy Febo&Dobrzański zaczęli serdecznie gratulować Uli i Markowi. Cieszyli się ich szczęściem.

Paulina wyszła za Heleną, dogoniła ją przed windami.
P: Heleno czy możemy porozmawiać?
H: Dobrze. Może przejdźmy do bufetu?
P: Oczywiście.
Weszły do bufetu, był pusty. Usiadły przy jednym ze stolików.
H: Paulinko, o czym chciałaś ze mną porozmawiać?
P: O Uli i Marku.
H: Nie mam ochoty rozmawiać o tej wieśniaczce.
P: Heleno, nie rozumiem, dlaczego jesteś do niej taka uprzedzona. To nie jest jej wina, że się rozwiedliśmy. Prędzej i później i tak by do tego doszło. My z Markiem po prostu do siebie pasowaliśmy, a przede wszystkim nie kochaliśmy się. Narodziny Marysi tylko pogorszyły sprawę, nie umiałam jej pokochać. Marek na początku to znosił, ale z czasem było mu coraz trudniej. W końcu zakochał się, zakochał się w Uli. Ona jest miłą i ciepłą osobą, Ula bardzo go kocha, jego i Marysię też. Jestem pewna, że będzie z nim szczęśliwy. Uszanuj to.
H: Nie mogę uwierzyć, że mówisz to z takim spokojem. On cię zranił, zdradził, a ty jeszcze bronisz jego i tej dziewuchy? Nie spodziewałam się tego.
P: Ale Heleno… - nie dokończyła, bo Dobrzańska mu przerwała.
H: Nie ma żadnego „ale”. Do widzenia. – Wstała i wyszła z bufetu.
Paulina załamała ręce, z całego serca chciała pomóc Uli. Bardzo ją polubiła i chciała żeby Helena ją polubiła. Rozstanie z Markiem bardzo ją zmieniło, stała się zupełnie inną kobietą. Jednym słowem odżyła, potrafi cieszyć się życiem. Wcale nie przeszkadzało jej to, że Marek odszedł do innej kobiety. Chciała jego szczęścia, bo traktowała go jak brata.


MalgosiaSz
Utworzona: 2012-08-26 18:54 | Autor: MalgosiaSz | Wiadomości: 838

Paulina.

Okazało się, że Paulina Febo jest kobietą z klasą. Dotrzymała słowa we wszystkim, co obiecała Markowi. Rozwód bez orzekania o winie i całkowite scedowanie praw rodzicielskich na Dobrzańskiego. Prawdziwie aksamitny rozwód.
Wszystko zaczyna się stabilizować. Podły Alex zniknął z firmy, z Pauliną można się dogadać, a nawet przejść na Ty, Krzysztof wreszcie zrzucił klapki z oczu, tylko Helena nadal tkwi w zapiekłym uporze. Kiedy doczytałam do fragmentu, gdy Paulina poprosiła ją o rozmowę, miałam nadzieję, że jej mocne argumenty dotrą do Heleny i zmieni swoje nastawienie do Uli. Tymczasem okazało się, że nawet to, że Paulina nie ma żalu ani do Marka, ani do Uli i jest przekonana, że jej córka będzie miała najlepszą opiekę, nie jest w stanie zmienić opinii Heleny. Czy ona naprawdę nie zdaje sobie sprawy, że taką postawą może jedynie zniechęcić do siebie jedynego syna? Myślę, że czas zweryfikuje jej poglądy i doczekamy się, że je zmieni. A na razie cieszę się szczęściem Uli i Marka. Są razem i to jest najważniejsze. Całkiem nieźle wyszła scena +18. Szkoda tylko, że taka krótka. Następnym razem dodaj więcej emocji.
Serdecznie Cię pozdrawiam.

orchid94
Utworzona: 2012-08-26 19:04 | Autor: orchid94 | Wiadomości: 62

Po pierwsze bardzo dziękuję za dedykację, jest mi niezmiernie miło A teraz notka - O kurde blaszka! że tak powiem. Zaskoczyłaś mnie. Zacznę od tego, że bardzo cieszę się, że Krzysztof zrozumiał swój błąd, którym było zbyt duże zaufanie do Aleksa. Paulina naprawdę bardzo się zmieniła na korzyść, i polubiły się z Ulą. No i Dorota wróci dzięki Uli do Polski i dostanie pracę. Może i dla Maćka coś się znajdzie. Dorota i Maciek parą? To ciekawe rozwiązanie i podoba mi się, choć muszę przyznać, że zawsze jakoś widzę go z Anią. Może dlatego, że w filmie nigdy tej Doroty nie pokazali, tylko jakieś mgliste wspomnienie było. Uffff no i Marek jest wolny. To znaczy zajęty, bo z Ulą, ale jego małżeństwo zostało definitywnie zakończone. Ostro potraktowałaś Paulinę - odebranie praw rodzicielskich, to bardzo surowa kara, myślałam, że jedynie je ograniczysz ewentualnie, ale przecież wiadomo, że jeśli będzie chciała widzieć córkę, to Marek jej nie zabroni. W końcu rozstali się w przyjaźni. Paulina naprawdę im dobrze życzy i wszyscy są szczęśliwi. No teraz Ula i Marek są oficjalnie razem i widzę, że postanowili to po świętować tylko we dwoje. I to Ula zainicjowała to zbliżenie. Mania już dawno mocno spała mam nadzieję Nie no śmieję oczywiście. Tak poważnie, to naprawdę bardzo ładnie to opisałaś. No i wszyscy w firmie dowiedzieli się o oficjalnym związku Uli i Marka. Już nie będą musieli się ukrywać. No, to kogoś czeka chyba przeprowadzka i stawiam, że Ulka wprowadzi się do Marka. A jednak Helena nadal nie jest w stanie zaakceptować wyboru syna. Może to, co powiedziała Paulina da jej choć trochę do myślenia i w końcu pogodzi się z tym, że Marek jest dużo szczęśliwszy z Ulą, a Paulina po rozwodzie, niż dusząc się w tym nieudanym małżeństwie. Widać jak bardzo zmieniła się Paula, w końcu jest szczęśliwa i tego samego chce dla Marka i ich córki, a z Ulą się polubiły, więc także i dla niej. Nie traktuje odejścia Marka, jako zdrady (choć Dobrzański właściwie jej nie zdradził tak naprawdę), a szansę - szansę na nowe, naprawdę szczęśliwe życie. Bardzo fajna notka Serdecznie Cię pozdrawiam :*

XUlaX
Utworzona: 2012-08-26 19:24 | Autor: XUlaX | Wiadomości: 169

Gosiu.
Masz stuprocentową rację co do Pauliny. Chciałam ją przedstawić w takim a nie innym świetle. Do tej pory nie zmieniłam jej tak bardzo w swoich poprzednich opowiadaniach. W tym postanowiłam ją odmienić. Nie miałam ochoty pisać o ich kłótniach skoro nie miałam na nie pomysłu. Rozmowa z Heleną jak na razie nie dała żadnych rezultatów. A czy zmieni poglądy na temat Uli? Tego nie mogę powiedzieć. Co do sceny +18 to nie miałam pomysłu, aby jakoś urozmaicić ją i napisać inaczej niż poprzedniej dlatego zostawiłam tak, aby każdy mógł sobie to wyobrazić po swojemu. Następnym razem postaram się opisać ją całą. Mam już pomysł co do początku, ale na koniec dalej go nie mam. Postaram się. Obiecuję Cię nie zawieść.

Izuś.
Nie masz kompletnie za co dziękować. To ja Ci dziękuję za porządny komentarz. Dorota z Maćkiem - taki pomysł zawsze chodził mi po głowie i w tym opowiadaniu, kiedy razem jako przyjaciele wyjechali do Londynu to postanowiłam go zrealizować. Chciałam odbiec od tego stereotypu, że Maciek ciągle jest z Anią. Paulina obiecała Markowi zrzeczenie się praw, więc dotrzymała słowa. Oczywiście Marek nie będzie jej bronił spotkań z corką (na razie jednak takich nie przewiduję).
Markowi należała się nagroda, czekał na nią ponad trzy miesiące. Powiem tak to Ula przeprowadzi się do Marka (on ma bardzo duże, dwupoziomowe mieszkanie, będzie jeszcze o tym mowa) lecz do tego jeszcze daleko. Co do Heleny to wspomniałam już o niej w komentarzu do Gosi, więc nie będę się powtarzać (jeśli chcesz to przeczytaj)

Dziewczyny bardzo Wam dziękuję za komentarze.
Serdecznie pozdrawiam
Strona: poprzednia  1 | 2  następna  

Strona główna|Moje konto|Filmy|Zdjęcia|Audio|Użytkownicy|Forum Reklama © streemo 2014 top^